Studia to nie tylko czas bez rodzicielskich wyrzutów o powroty późną nocą, zupełnie zakręcony system nauczania, skok na głęboką wodę oraz lodówka tak pusta, jak głowa Joli R, która uwielbia różowe konie. To także chwila, w której dowiadujesz się, że wszystko, co napisane na rozkładach jazdy jest jednym wielkim kłamstwem, a jak się śpieszysz, to tramwaj jeżdżący zawsze jedną trasą, nagle zawiezie cię zupełnie na inny koniec miasta. Ale oprócz wszystkich plusów i minusów, studia mają jeden wielki aspekt, który trudno pominąć – ludzi.

A ci są tak różnorodni, jak hamburgery na stacji przy autostradzie – raz ci się trafi pyszny, a raz resztę dnia spędzisz w kiblu po jednym, jedynym gryzie.

PRAWIE JAK BÓG- WSZYSTKOWIEDZĄCY

Na wykładach teatralnym szeptem poprawia wykładowcę lub dopowiada coś, czego on z jakiś przyczyn nie wspomniał. Przed zajęciami gromadzi wokół siebie wszystkich tych, którzy jeszcze jego przypadłości wymądrzania się nie znają i dzieli się szeroką wiedzą o tym, jaki rozmiar buta nosi Miley Cyrus i dlaczego na krakowskiej uczelni jest taki system punktów, a na warszawskiej zupełnie inny. Na pytanie skąd wie wszystkie te rzeczy, okazuje się, że wszędzie ma koleżanki tudzież kolegów, którzy właśnie w tym miejscu byli i wiedzą, że sukienka Lady Gagi była tak naprawdę z wołowiny, a nie z drobiu i że to Rihanna pobiła Chrisa, a nie odwrotnie. Wymień jakieś miasto – on lub ona mają już tam kogoś, kogo znają i kto wie coś, o czym ty na pewno nie wiesz. Z tego też powodu typ wszystkowiedzący jest doskonałym źródłem do sprawdzania rozkładu jazdy, aktualnej ceny jajek pakowanych w 10 sztuk oraz tego, który wykładowca jeździ tym wypasionym autem, zaparkowanym tuż przy samej uczelni.
I chociaż teoretycznie mądrala potrafi być bardzo pomocna, o tyle jej teksty zupełnie od czapy potrafią wkurzyć bardziej, niż motorniczy, który chamsko zamyka drzwi tramwaju tuż przed twoim spóźnionym nosem. Ale nie martwcie się – jeszcze tylko pięć lat i nie będziecie już wszystkowiedzącego spotykać.
Za to w pracy na pewno traficie na kolejnego.

SYNDROM POSTACI Z SERIALU

Czyli mający wieczne poczucie wyższości. Najczęściej dobrze ubrany – ale bez szału – w gronie starszych kolegów, których poznał na super-ekstra-wypasionej domówce tylko dla wybranych, więc na pewno nie dla nas, śmiertelników żywiących się przeciętnym chlebem i zwykłą kawą, zamiast ambrozją ze Starbucksa. 
Nie ma potrzeby poznawać nikogo, a jak już podejdzie i z kimś pogada, to ze swoimi sobowtórami, którzy także uważają się za młodych, greckich bogów. Razem tworzą piękne koło wzajemnej adoracji, ignorując resztę zwykłych żuczków – innych studentów – chodzących na tym wspólnym, uczelnianym padole.

PRZERAŻAJĄCY KUJON

Jeśli myślicie  że Hermiona zdobyła tytuł Największego Kujona Na Całym Świecie – mylicie się, bo w starciu z nimi ta brązowowłosa mądrala nie ma żadnych szans. Nieważne, czy wykład, czy ćwiczenia – notują wszystko, co wyjdzie ze świętych w ich mniemaniu ust prowadzącego.  Nie wiem, czy wynika to z pamięci tak dziurawej, jak nasze polskie drogi, czy może z chęci przyswojenia tego wszystkiego po powrocie do domu, ale uwierzcie mi – siedzenie obok kogoś takiego jest cholernie przerażające. Mrugniesz, a on ma już zapisane trzy strony, chociaż ćwiczenia zajęły się pięć minut temu, a profesor zdążył powiedzieć jak się nazywa i o czym będą zajęcia. Przeczytał też syllabusy na kolejne pięć lat studiów i wrył na pamięć – a nuż się do czegoś przydadzą.

SAME GWIAZDY

Oczywiście, czym byłby nasz nędzny świat gdyby nie urocze studentki płci pięknej, wychodzące na przerwie na mały szoping? I o ile sam fakt ich istnienia i pustego chichotania niekoniecznie wyzwala we mnie zabójcze zapędy, o ile zagadka, jak takie coś dostało się na studia cholernie mnie intryguje. Łapówka? Spisek z kosmitami, którzy szybko wklepali dane do mózgów ludzi z komisji rekrutacyjnej podczas ich snu?
Nie wiadomo. I chyba nigdy tego nie odkryjemy – tak samo jak z Trójkątem Bermudzkim (stawiam na jakiegoś potwora, który wsuwa statki i samoloty na obiad) i promocjami w Tesco, które dziwnym trafem są takie same, jak cena przed obniżką.
Ile uczelni, tyle studentów, ile kotów, tyle podrapanych mebli, ale jestem przekonana – no, może w 98 procentach – że z tych typów spotkacie u siebie chociażby jeden. I żeby nie marudzić, pewnie sami nie jesteśmy lepsi, ale…przecież nie będziemy krytykować siebie, czyż nie? No właśnie.

Przeczytaj także: