Wszędzie zielono. Słoneczne popołudnie, bardziej przypominające wakacje, niż wrześniowy dzień, w którym dzieci z plecakami wielkości brzucha zawodnika sumo maszerują do szkoły, narażając się na bycie garbatym przez resztę życia. Zaczynam truchtać w żółwim tempie w stronę mojej stałej miejscówki – kalekiej pozostałości ławki, składającej się z dwóch podpórek i jednej, wątpliwej jakości, zbutwiałej deski.  Tam wszystko się rozpoczyna – nagle nie wiadomo dokładnie skąd, ciągle pojawiają się ludzie, jakby gdzie obok była fabryka, produkująca osobników potrafiących tylko nieźle podnieść ciśnienie.

SENSACJA ROKU
Najpierw mija mnie pani na rowerze marki składak, która tak się zagapiła na moją fascynującą rozgrzewkę, że prawie kończy swój żywot rozbijając się o drzewo.  Kiedy przechodzę do treningu właściwego, przechodzi obok mnie pan z wielkim psem – oczywiście bez smyczy, bo po parku straż go nie capnie. O ile psu zwisam i powiewam, bo bardziej zainteresowany jest badylem obsikanym przez innego psiego kumpla, o tyle pana najwyraźniej fascynuje fakt, że ktoś może z własnej woli się ruszać. Mija mnie, co chwilę się odwracając, a ja czuję się jak Kim Kardashian – tylko, że na mnie nie oglądają się z powodu tego, że mam tyłek tak wielki jak restauracja McDonalds.
Na deser toczą się obok mnie lustrując od góry do dołu dwie otyłe nastolatki, robiąc przy tym miny tak udane, jak te z seriali Disney Channel. Trochę zdziwione, trochę zniesmaczone – dlaczego ona nie ma na sobie rurek i bluzki z haendemu? No tylko spalić na stosie.

Nie wiem, co budzi w ludziach takie zainteresowanie – wydawałoby się przecież, że w dzisiejszych czasach jogging to zajęcie na porządku dziennym – wszystkie gwiazdki wrzucają na twittera słit focie w za dużych, spoconych koszulkach, z firmowym uśmiechem wykonanym przez zdolnych dentystów. I chociaż mój trening nie wygląda może jak zwykły trucht, a ja nie jestem ubrana od stóp do głów jak aktorka w reklamie butów ze znanym znakiem łyżwy, to mimo wszystko nie powinno to chyba nikogo dziwić.
No chyba, że ja ciągle mam coś na twarzy i nikt mi o tym nie powiedział.


NIE ROZUMIEM

Jest wielu ludzi, którzy narzekają na to, że są – mówmy wprost – grubi. Siedzi to takie i smarka nosem, wylegując się na kanapie i zajadając kolejną porcję frytek, które zamówił na wynos, bo mu się iść nie chciało*.
Zamiast ruszyć dupę, ubrać stare trampki, które pozostały jeszcze po dawno już zapomnianym wfie, wcisnąć się w dresy i spróbować przynajmniej zrobić minę twardziela podobną do tej z plakatu Rambo, wolą siedzieć przed kompem z paczką czipsów i podlewać pomidory na fejsie.
Co więcej, pretensje mają do… wszystkich innych. Chudszych koleżanek, rządu, pani w sklepie, która proponuje w promocji 3 czekolady w cenie dwóch oraz Lady Gagi; wszyscy są winni temu, że mają taką a nie inną tuszę, bo to przecież nie ich wina. To geny i przemiana materii, bo przecież nie te pięć pizz w tygodniu, które się je zamiast obiadu, prawda?

PO PROSTU… WSTAŃ Z KANAPY

To naprawdę nie jest tak trudne i niewyobrażalne, jak się wydaje. Ja wiem, że to prawie jak doniesienie pierścienia do Mordoru

i pokonanie Voldemorta jednocześnie, ale jeśli już raz coś zrobisz – następny będzie o wiele mniej bolesny.
Użalanie się nad sobą, jęczenie jakim to się nie jest grubym, bez kondycji, bez partnera i płynności finansowej nic w twoim życiu nie zmieni, a tylko wkurzy całą twoją rodzinę i znajomych, którzy muszą tego słuchać i udawać, że ich to obchodzi.
A uwierz mi, obchodzi ich tak bardzo, jak wyścigi ślimaków odbywane co rok we Francji.
Czyli przeogromnie.

*Żeby było jasne – mówię tu tylko i wyłącznie o osobach, którym przeszkadza ich własna tusza. Ludziach, którzy tylko narzekają, a nic nie robią. Nie uważam, że chude to lepsze – ważne, by czuć się dobrze we własnym ciele.

Przeczytaj także:

  • Lenistwo nie zawsze uszczęśliwia

  • Temat bliski memu sercu, bo i ja dżoguję, aby pozbyć się nadmiaru energii, co jeśli mam tryb zbyt długiego postoju na kanapie uwalnia się w sposób nieprzyjemny dla otoczenia… Do wczoraj jeszcze nie wiedziałam o istnieniu Kim K… (zbyt długie i skomplikowane), a tu proszę od wczoraj już trzy razy się na nią natknęłam! Musi być naprawdę hihi sławna 😛

  • Podziwiam, ja kiedy biegam od razu robi mi się słabo i przed oczami mam wizję mojego pogrzebu ;p

    Ale! Czuję się dyskryminowana, jestem chuda i chcę przytyć, czekam na złote rady blond dziewczyny 😉

    • mh

      już w następnym odcinku będę naganiać chudych do jedzenia! haha ;D

  • No właśnie, czas na posta o dyskryminacji chudych. Wszyscy wiedzą, że grubą panią nazywa się puszystą i „widocznie to wina jej przemiany materii”, to nami, chudzielcami, nie przejmują się i krzyczą: anorektyk/wieszak/maniaczka odchudzania…
    Wracając do biegania – ja uwielbiam to robić, ale nawet na myśl o nieodłącznej wtedy kolce, bierze mnie na wymioty.

    • + zapraszam do mnie na nowy rozdział ^^

      odbiciewblekitnychoczach.blogspot.com

    • mh

      A wiesz, że miałam o tym pisać? A skoro mi dużo z was porusza ten temat, to aż naskrobię coś, bo czasami też sama tego doświadczam ;D

    • Na mnie wołali swego czasu Auschwitz, to jest bania 😀

    • mh

      Nie jesteś Auschwitz. Zazdrościli figury modelki, mówię Ci ;*

  • A ja jestem zdziwiona takim „zainteresowaniem” innych do ćwiczącej dziewczyny. Gdzie Ty mieszkasz??? ;)))

    W moim mieście na szczęście widać coraz więcej aktywnych ludzi – przestaje to kogokolwiek dziwić – biegacze, nordic walking, rolki, rowery.
    Ja owszem, jeszcze wzbudzam zainteresowanie uprawiając „dogtrekking” (bieganie z psem na uprzęży), ale ta cała armia ruszających się absolutnie nikogo już nie dziwi.
    Nie wiem, może to ta magia gór 😉

    A do tematu chudzielców bardzo chętnie się przyłączę, wałkowałam ten temat nawet kilka tyg temu na blogu…”anoreksja”, „chorobliwie chuda”, „niezdrowo chuda” itd. usłyszę często. Ale broń Boże nazwać kogoś grubasem!!!
    Najlepsza dieta: M-Ż + trochę ruchu.

    • mh

      Ogólnie to ja nie jogginguję, tylko po prostu trenuję lekkoatletykę, a że czasami nie chce mi się chodzić na stadion, to robię sobie luźniejszy trening w pobliskim parku.

      A mieszkam w miasteczku, może to i tego wina.. ludzie się gapią, jakbym miała słonia na głowie.

  • Gorzej jak masz za dużo w niektórych miejscach a nie możesz biegać i robić większego wysiłku… Ja tak mam, chce schudnąć więc muszę zacząć głodówkę. A o wysiłku fizycznym mogę zapomnieć… Zwolnienie z w-fiz potwierdza moje beznadziejne położenie. Czasami naginam to wszystko. W sumie nie jest tak źle ;P

    • mh

      Może rozciąganie? Wiesz co jest dobre? Stepmania – kupujesz matę i tanczysz do piosenek na kompie, musisz za strzałkami ;D Są poziomy, przy których wymagany jest tylko chód, a są takie, że jak kończę to spływam potem ;D

      Ważne, żeby siebie zaakceptować, co znaczy ‚za dużo’? Na pewno jest w sam raz!

    • Robię brzuszki ale próbowałam też tego tańczenia do piosenek 😀 świetne to jest, można się przy tym świetnie bawić ;P Wiem, że u mnie w niektórych miejscach jest za dużo, mam silną wolę i zazwyczaj udaje osiągnąć mi się osiągnąć efekt ;p Ale tego wysiłku fizycznego nie ma za dużo…

  • Mam słabe serce, które nie pozwala mi na bieganie. :/ Czasem jednak postępuję wbrew rozsądkowi i biegnę z radości do domu. Przez całe miasto. Czerwona i z tobołkami. To dopiero rodzi zainteresowanie. ;D

    Należę do chudych i też chcę zobaczyć notkę na nasz temat. 😉

  • Ja przesadnie gruba nie jestem. Owszem trochę brzuszka bym rzuciła, ale jakiejś obsesji na tym punkcie nie mam. 43 w-f tygodniowo + bieganie na rynek w ciągu 3 minuty aby zdarzyć na autobus w zupełności wystarcza mi:D

  • no dokładnie wszyscy są winni, a sami nic z tym nei zrobią.

  • też mnie zawsze dziwi czemu się tak gapią. Teraz już nie biegam (chociaż zastąpiłam to inaczej), ale kiedyś byłam jedną z większych atrakcji dla spacerujących dookoła ludzi – i też się zastanawiałam czy mam coś na twarzy 😉

    a ludzi, którzy narzekają, ale nic nie robią jest niestety zbyt wielu i drażnią mnie przeokrutnie!

  • To ja całe szczęście wiem, że pretensje mogę mieć tylko do siebie! Szczególnie, że w swoim otoczeniu mam wysportowane osoby i widzę, że od ruchu się nie umiera 😉 I jakoś nikt się nie gapił, jak raz poszłam biegać (!), muszę to koniecznie powtórzyć 🙂

    • mh

      e tam, po prostu chodzi o to, żeby się nie użalać, jak można coś zrobić, prawda? 😉 uśmiech i w ruch, to naprawdę po kilku razach zaczyna być bardzo fajne 😉

    • Tak słyszałam i powoli, powoli się przekonuję! 🙂

  • Dziwię się, że jeszcze premiera i rządu nie oskarżają o to, że są grubi. Z drugiej strony… Co poradzić? Halo, pomidory same się nie podleją, nie zapominajmy o tym! A że brzuszek rośnie, rośnie i rośnie – siła wyższa.

    Przy okazji chciałam poinformować o zmianie adresu – http://www.porzeczkowy-sorbet.blogspot.com – i w wdziękiem pani z pkp przeprosić za wszelkie utrudnienia. :3

  • Najgorsi są starzy faceci o pedoskłonnościach, którzy widząc biegającą dziewczynę gapią się jakby co najmniej Wieża Eiffel’a dostała nóżek i postanowiła przebiec maraton ._.

  • Bieganie bardzo mi się podoba, jak widzę biegającą osobę to patrze na nią ale z podziwem! Ja jakoś wole ćwiczyć w domu lub jeździć na rowerze, ale przyznam że do biegania mnie bardzo ciągnie 🙂

  • Uwielbiam biegać, ale robię to niestety zbyt rzadko. Jakoś zawsze największy problem stanowi to zwleczenie się z fotela.

  • A ja czytam Twojego bloga, miast popedałować zdrowo 😛

  • U mnie po osiedlu masa ludzi biega. Wyjdź rano albo wieczorem, trzeba uważać, żeby nie podeptali. Jakaś moda na bieganie się zrobiła. A mnie się strasznie nie chce w takie klocki bawić, a kondycja lepsza by się przydała. Jak zaliczę jutro egzamin, to obiecuję sobie i światu – zaczynam biegać 😀

  • Emi

    No nie wiem, dla mnie biegający ludzie to norma. Nie widzę w nich nic dziwnego, za to ich podziwiam. Mi nigdy nie chciało się ruszyć tyłka i przyznam szczerze, że do najchudszych osób nie należę, mieszczę się w normie i czuję się świetnie ze swoim ciałem. Oczywiście każdy ma kompleksy, ale zamiast na wadach, lepiej skupić się na zaletach. 🙂
    I żeby pobiegać, nie muszę wychodzić z domu. W garażu mam bieżnię.

    • mh

      Podoba mi się Twoje podejście. To jest najważniejsze, żeby czuć się dobrze, bo jeśli Ty się czujesz dobrze, to dobrze wyglądasz ;D

      O ile jogging nie przyciąga takiego zainteresowania, o tyle jak idę zrobić trening i muszę np. robić sprintem odcinki 150 m na 8 minutowych przerwach, to nagle wszyscy się gapią. Halo, przecież to też tylko bieganie! ;D

  • Podpisuję się pod tym postem rękami i nogami. Kiedy słyszę: „Jestem taaaka gruba, ale co zrobić, to przecież geny! Mogę jeszcze jedno ciastko? A potem skoczymy na kebab” to po prostu krew mnie zalewa. Bez ciężkiej pracy nie ma efektów, a po tygodniu diety nie obudzimy się nagle z figurą modelki..

  • A ja powiem tak – moja Teściowa prowadzi zielarnię i wczoraj mnie zaskoczyła jej pewna wypowiedź: „Jeszcze rok temu, dwa lata temu masa ludzi kupowała zestawy ziół odchudzających, jakieś herbatki na spalanie tłuszczu itd. W tym roku, przed wakacjami, gdy ludzie chcą się odsłonić na plaży itd., naprawdę niewiele podobnych specyfików się sprzedało.”

    Wniosek, ten pocieszający, jest taki – lepiej nie mieć kompleksów, chrzanić indeks BMI i inne tego typu pierdoły, i żyć w zgodzie z kilogramami, jakie się ma.

    W sumie to może i dobrze, gdy się pogodzimy z powierzchownością. Gorzej, że nie ruszają się dzieciaki, żrą świństwa przed monitorem, ściągają kolejne sezony DEXTERA na przykład lub łupią w gierki…

  • ja jestem za chuda, ale biegam i tak- dla zdrowia po prostu.

  • A ja mam problem taki, że lubię i chcę biegać ale denerwują mnie wszystkie komentarze. Mieszkam w małej miejscowości w której pełno jest plotkar, które uwielbiają dogryzać i wszystko wiedzą. Dlatego wybieram godzinny takie jak 5 rano, późno w nocy, albo w ogóle ćwiczę w domu. Zauważyłam, że jak nie ćwiczę to jestem zmęczona i gorzej sypiam. Gdy tylko się trochę poruszam od razu jestem bardziej energiczna i uśmiechnięta;)

  • Staram się dużo ruszać, przede wszystkim biegam, jeżdżę na rowerze lub spaceruję z koleżanką kilka kilometrów. W wakacje, co prawda, robiłam to częściej, i nie planowałam intensywnych treningów w roku szkolnym, ale kiedy zobaczyłam, że udało mi się przez lato trochę schudnąć, postanowiłam to kontynuować. Poza tym dzięki temu zwyczajnie poprawia mi się samopoczucie.
    Chciałam też dodać, że absolutnie uwielbiam Twojego bloga. 🙂 Bardzo mi się podoba Twój styl pisania.

  • Ja mam bardzo dobrą wymówkę! Musiałabym przejść koło baru, w którym pracuje chłopak, który mi się podoba. Przecież nie mogłabym przejść koło niego taka czerwoooona i spocoooona.