Niemal każdy, kto chociaż raz – nawet na małą chwilę – zanurzył się w otchłań blogosfery, napotkał właśnie ten rodzaj wpisu, po którym dokładnie nie wiadomo, co z sobą zrobić. I chociaż w trakcie czytania takich notek wizja powieszenia się na jakimś starym krawacie taty wydaje się bardzo kusząca, warto dobrnąć do końca i nieco się pośmiać.

A potem z przygłupią miną zorientować się, że ten cały wpis był totalnie na serio.
Panie i panowie, przed Wami przepis na najgorszą notkę świata, która zapewni wam sławę, pieniądze, mnóstwo pięknych – umownie – groupies oraz randkę z Robem Pattisonem, na którą zobowiązany jest umyć głowę.

PUNKT 1: SPOWIEDŹ

Czyli opis twojego całego dnia z wszystkimi szczegółami od momentu wstania do momentu pisania danego wpisu. Uwaga: żeby być bardziej dokładnym, możesz po notce dodać kolejną, w której dopisujesz, co robiłeś w trakcie tych pięciu minut zanim opublikowałeś tą drugą. 
Jeśli chcesz bardziej zabłysnąć, próbuj dodawać godziny, w których robiłeś opisane rzeczy i koniecznie ponasrywaj wszędzie imiona twoich znajomych, którzy potencjalni blogerzy oczywiście nie znają. Im więcej tym lepiej. Zmieniaj też temat bez robienia akapitów oraz jakichkolwiek przerw graficznych, żeby osoba, która to czyta, miała kompletny mętlik w głowie. Pisz o wszystkim: że dopiero wstałeś, zjadłeś śniadanie, zrobiłeś dużą kupę, a zaraz lecisz do szkoły. Nadmień, co będziesz robił po południu, uwzględniając to, o której chcesz iść spać. Możesz wymienić wszystkie choroby członków twojej rodziny, intymne problemy twojej siostry, opis twojego ostatniego stosunku seksualnego oraz wymienić wszystkie rzeczy, które w ostatnim czasie zakupiłeś, pamiętając o dopisaniu wszędzie nazwy sklepu, np. jogurt – Biedronka.

PUNKT 2: ZAPOMNIJ O AUTOKOREKCIE

To nic, że teraz dosłownie wszędzie, jeśli zrobisz byka ortograficznego, to podkreśla ci to kującym w oczy czerwonym. Nie zwracaj na to uwagi, pisząc tak, jak ci się wydaje. Nie sprawdzaj, czy masz powtórzenia, ani czy twoje zdania w ogóle mają sens – bo po co? Jeśli ktoś zwróci ci uwagę w komentarzu, odpowiadaj agresywnie, że to twój blog i będziesz robił tyle błędów, ile ci się żywnie podoba – na dowód tego napisz blenduf, żeby było bardziej wiarygodnie. Możesz potem w notce ponarzekać, że nikt ci nie komentuje i że w ogóle nie masz czytelników, po czym powchodzić na inne strony i pozostawiać tam spamujące komentarze, koniecznie z tekstami typu: hej, świetna notka, wpadnij do mnie!

PUNKT 3: ZADBAJ O KOMPLETNIE NIECZYTELNĄ OPRAWĘ GRAFICZNĄ

Żeby jeszcze bardziej powkurzać ludzi, którzy mimo błędów i spowiedzi dalej chcą czytać twoje notki, walnij jaskrawożółtą czcionkę na białym tle, albo kursywę kursywy, która sprawi, że aby przeczytać, co napisałeś, potrzebna będzie specjalistyczna lupa. Dobierz kolory w szablonie tak, aby czytelnikowi za każdym razem łzawiły oczy i modlił się, by spadł na autora ciężki kamień, który będzie karą za znęcanie się.
Dodaj jeszcze milion obrazków, które nie będą się chciały załadować z powodu ich przeogromnej liczby, oraz parę migających grafik po obu bokach twojego bloga. Zapewniam, że podziała to na każdego jak płachta na byka.
Łatwe? Mam nadzieję. Obiecuję, że jeśli spełnicie wszystkie punkty, będziecie mogli pochwalić się najgorszymi notkami na świecie… a to już jakiś zaszczyt, bo przecież naj, prawda?
PS Powoli zaczynam przyzwyczajać się do Dużego Miasta, ale ponieważ dużo się dzieje, nie starcza mi czasu na Wasze kochane blogi. Obiecuję, że od poniedziałku nadrobię zaległości, jeśli takowe istnieją.
Pozdrawiam samotnie – Maciek został w domu… ale już zaczepiam wszystkie koty na wrocławskim osiedlu!