Dziennikarstwo – przez jednych zawód uwielbiany, przez innych – zwłaszcza tych, którzy znajdują się na stołku – znienawidzony.  Jednak nawet w tym hermetycznym światku pełno jest wynaturzeń i mutacji, o których ludziom się nie śniło. W czasie swoich transformacji dziennikarstwo spłodziło wiele potworów, które chodzą po świecie, wtrącają długi nochal we wszystko i dumnie nazywają siebie reporterami…  nawet, jeśli koło reportera nawet nie stali.

A RESZTĘ SOBIE WYMYŚLĘ

Ktoś nie odbiera telefonu, inny odgania i posyła do diabłów grożąc,że niedługo użyje swych wątłych bicepsów, żeby wyprosić go w mniej grzeczny sposób. Co biedny dziennikarz ma zrobić? Siedzi to to takie zmarnowane przed komputerem i myśli… aż wymyśli, że gdyby zapytał tą osobę, to ona na pewno by odpowiedziała w ten sposób, bez dwóch zdań! Po co więc się trudzić, tracić kasę na koncie i marnować swoje delikatne odnóża, aby przejść się do bohatera zdarzeń – napiszmy to, co prawdopodobnie by powiedział.  Gdyby też jeszcze można było dodać, że chwilę po tym posła porwało UFO, nasłane oczywiście przez spiskowców z tego matrioszkowego kraju, gdzie jest tak ciasno od cerkiew, że jedna zbudowana na drugiej – byłby materiał na jedynkę, dziennikarska sława i drobne do opłacenia rachunków.
Swoją drogą, po dziennikarskim światku krąży legenda o takim, co pisał wywiady sam – bez osób, z którymi miał je przeprowadzić. Brawo za wyobraźnię, ale nie lepiej zabrać się za pisanie bestsellerów? Zmierzch już wychodzi z mody, więc miejsce w literackim światku się zwolniło…

CHAMSKI I BEZ SERCA – SPRZEDA SIĘ!

W dzisiejszych czasach dziennikarzy nie obowiązują uczucia.  Ktoś się powiesił i jeszcze sapie? Łap za kamerę i kręć, niech umiera na oczach widzów. Wpakowali kogoś do trumny i zostawili uchylone wieko, strzelmy fotkę, będzie w sam raz na dwójkę, między reklamą jaj ciepłych jeszcze od kury a małym artykułem o pani Jadzi, której jakiś koleś przebrany za wnuczka ukradł pieniądze.
Można też zapytać kogoś, kto właśnie płacze jak bóbr, bo miał wygrać medal, a jest ostatni, dlaczego poszło mu tak beznadziejnie, a potem zapytać matki, która właśnie straciła dziecko w wypadku, jakie ma plany na wakacje. Jeśli temat się sprzeda, to warto, prawda?
Bo sto złotych za artykuł jest ważniejsze, niż posiadanie ludzkich odruchów.

JESTEM SELEBRITIS

Pewien trend ostatnio nam się rozprzestrzenia prawie tak szybko, jak konsumowanie słodyczy w moim wykonaniu: dziennikarze stają się gwiazdami! Zakładają konta na twitterze, pozują innym dziennikarzom, przesyłają plotki na swój temat na pudelka i chętnie zgadzają się na uczestnictwo w tysięcznej edycji Tańca Z Gwiazdami. W wywiadach ze sławnymi zachowują się tak, jakby cały program kręcił się właśnie wokół ich osoby, a nie znanych i lubianych, których zapraszają do studia. Niektórzy nawet rozdają autografy, bo jak to tak – nie mieć podpisu swojego ulubionego reportera Faktów na koszulce…
To dopiero fucha, nie?
Dziennikarzami nazywają się też prezenterzy, zwłaszcza ci od programów śniadaniowych. Bo przecież to takiej wysokiej klasy dziennikarstwo – zapraszanie gości, prowadzenie programu i zadawanie im pytań ułożonych przez innego reportera. Klasa i majstersztyk w jednym.

Ja się nie dziwię, że wszyscy mają o dziennikarzach tak złe zdanie, bo prawda jest taka, że… wszystko zeszło na psy. Liczy się to, żeby temat się sprzedał, a nie to, żeby wykorzystać swoją pozycję do pomocy ludziom czy poinformowaniu ich o tym, co się dzieje w otaczającym nas świecie. Gdzie się podziała etyka dziennikarska? Chyba zginęła w żądzy sławy i kasy, gdzieś pomiędzy jedną notką do pudelka dotyczącą tego gdzie odbędzie się ślub reporterskiej pary, a artykułem o tym, że klapki uratowały kogoś przed piorunem.