Czerwiec to taki miły miesiąc – pod jego koniec wszyscy się cieszą, balują, rozbierają do koszulek na ramiączkach i upijają się na imprezach rozpoczynających wakacje tak bardzo, że w sumie potem nie pamiętają, jak to się stało,  że wrócili do domu. W lipcu większość narzeka, że jest za gruba i usilnie próbuje wcisnąć się w swoje stare bikini, które pęka z charakterystycznym dźwiękiem, przypominającym trochę jęk rozpaczy – zresztą, postawcie się sami w sytuacji majtek, które ktoś usilnie wciska na o wiele za duży tyłek… boli, prawda?
Do połowy sierpnia jest jeszcze dobrze, ale po dwudziestym ludzie zaczynają uruchamiać coś, czego nie używali od czerwca – mózg. I przypomina im się, że niedługo BUM!  Jesień, liście spadają, kasztany atakują głowy bezbronnych przechodniów, a nam kończą się wakacje. I nagle okazuje się, że cało lato było przedupione, a z naszych planów, które były tak ambitne, zostało tyle, co z Amber Gold. Życie? Chyba tak!

ZROBIĘ TAK DUŻO W TE WAKACJE!
Taa, jasne, a Moda na Sukces wreszcie się skończy. Co roku obiecujemy sobie to samo – skoro w lato jest tyle wolnego czasu, to będziemy ćwiczyć, być na diecie, czytać więcej książek, nadrobić zaległości filmowe i obejrzeć wszystkie seriale na portalach z tasiemcami. Zapowiadają się świetne imprezy, wyjazdy ze znajomymi i nocowania wśród przyjaciółek.

Następnie rozpoczynają się wakacje, mijają trzy dni od zakończenia roku szkolnego/wzięcia urlopu, a my patrzymy na listę rzeczy, które planowaliśmy, leżąc plackiem i nie ruszając małym palcem od nogi tak długo, aż na całym ciele nabawimy się paskudnych odleżyn. Bardziej aktywni ruszają tyłki i zmierzają na plażę wciągając brzuchy, a potem kładą się i egzystują aż do wieczora, kiedy to nawet słońce ma dosyć i chowa się za horyzontem. Ale przynajmniej ruszyli się z domu.. a to już coś.

NIGDY NIC NIE WYCHODZI

Miałeś wstać rano i pobiegać, ale gdy budzik zadzwonił o zabójczej jedenastej w południe, to rzuciłeś komórką o ścianę, prawie zabijając kota, który i tak powoli umiera z powodu pustej miski od pięciu dni. Zakładałaś, że będziesz uczyć się kolejnego języka, ale od dwóch miesięcy nawet nie zdobyłaś się na to, żeby wygooglować  jakikolwiek kurs w internecie.  Zaplanowałeś wycieczkę rowerową, ale twój dwukołowy odpowiednik Rolls-Royce’a zdycha w ciemnościach piwnicznych, bo nikomu nie chce się napompować koła. Brzmi znajomo? To tylko wakacyjny leń, który ogarnia 98 % populacji. Te 2 %, które cokolwiek robi, to dwie osoby na tej ziemi: Bill Gates rządzący ludźmi, którzy rządzą ludźmi, którzy próbują wymyślić Windowsa, który się nie tnie i Hermiona Granger, która jest fikcyjna, ale załapała się jakimś cudem do tego rankingu.

ZAPISZĘ SOBIE PLANY NA NASTĘPNE LATO

… tak bowiem kończy się prawie każda lista do zrobienia na te wakacje. Czy to źle? Zależy. Jeśli chcesz być cyborgiem, pracującym non stop i wyrabiającym PRL-owskie 300 % normy, to owszem. Ludzie, są wakacje! Właśnie po to istnieją, żeby leżeć i męczyć się samym oddychaniem, bo inaczej – co z tego byłby za odpoczynek? No właśnie.

Dlatego idę, biorę kota pod pachę i policzymy sobie razem ile razy mój palec zmieści się na suficie. Oczywiście, wszystko to leżąc w piernatach, przy otwartym oknie, skąd przepływa duszne powietrze.
I nie będzie mi się chciało nawet wstać, nawet, jeśli dom stanie w płomieniach. Niech ktoś inny pracuje, ja mam zamiar leżeć do góry brzuchem.
Bo po to, do cholery, są wakacje!

Przeczytaj także:

  • Mam tak, twoja notka mnie chwilowo uspokoiła 😀 Chwilowo

  • Ech, ja się trochę obijam, ale jednak cześciej mam zajęcia w te wakacje i powiem Ci, że tęsknię za nicnierobieniem.

  • Anonymous

    Przez tę notkę zdałam sobie sprawę, ile tak naprawdę miałam zrobić, jakie miałam plany (nawet mam gdzieś listę, ale chyba wolę na nią nie patrzeć, żeby się nie załamać). Jedno mi tylko nie pasuje, dwie osoby nie mogą być 2% populacji, bardziej 0,00000002% 😉 Nie chcę być niemiła, zwracając ci uwagę, może tak miało być, nie wiem 🙂

  • Heh, no niestety prawie zawsze tak bywa z naszymi wakacyjnymi planami, ale mimo to uważam tegoroczne wakacje za bardzo udane. Dobija mnie tylko świadomość, że zaraz trzeba będzie wrócić do szkoły… ;p

  • Rok przecież dzieli się mniej więcej na 365 dni, a nie na wakacje dni pracujące i święta. Prawda jest taka, że jak się czegoś nie robi w każdy z tych dni to i w wakacje też się nie zrobi. Na odwrót to będzie tak, jeśli obijamy się w większość tych dni to na wakacje tym bardziej będziemy się obijać :-). A szumne plany…? Jest to tylko wypisanie usprawiedliwienia od działania dla naszego umysłu ;-). Czuwaj!

  • podoba mi się rzut komórką o ścianę, po drodze o mało nie zabijający kota, który i tak zdycha z głodu. no tak, to kwintesencja udanych wakacji, wszak już coś się dzieje, jest jakiś ruch :))

  • so fucking true! i tyle mam do powiedzenia w tej kwestii.
    Jeżeli ta wakacyjna nuda, leżenie, pachnienie i nicnierobienie, stanowi jakąś formę oczyszczania organizmu, to flaki mi się błyszczą

  • Wakacje są do nicnierobienia -popieram 😉 (choć nie każdemu dane… ;p)

  • Muszę przyznać, że masz po prostu świetny styl pisania! 🙂
    Co do wakacji – masz racje są one przede wszystkim od odpoczynku, ale odrobina pracy jeszcze nikomu nie zaszkodziła zresztą ja sama też trochę podczas tych dwóch miesięcy zrobiłam [jednak to i tak połowa mojej nieszczęsnej listy].

    http://all-guilty-by-association.blogspot.com/

  • emka

    Generalizujesz troszkę, wakacyjne plany czasem wychodzą, jestem tego żywym przykładem! 🙂 Kwestia motywacji, zaparcia, zadania sobie jakiegoś konkretnego celu. No i dobrze mieć wkoło ludzi, którzy Ci pomagają, motywują. W te wakacje zaplanowałam sobie właśnie poprawę kondycji i ogólnego wyglądu ciała (nie tyle schudnięcie co ładne wyrzeźbienie tego i owego) i udaje mi się to. Przez całe wakacje wstaję 7:30, wsiadam na rowerek, jadę kilka kilometrów, ćwiczę sobie, wracam i jestem zadowolona 🙂
    To samo z nauką języka- codziennie przyswajam sobie porcję fiszek, nie ma może tego dużo, ale czuję postęp, czuję, że coś robię. Nie ma nic złego w leniuchowaniu, oczywiście, jest czas na pracę i jest czas na odpoczynek.
    Ale nie zgadzam się też, że wakacyjne plany „wzięcia się za siebie” czy nadrobienia rzeczy na które w roku szkolnym brakuje czasu spalają zawsze na panewce. Kwestia podejścia i tego, na ile naprawdę się chce coś zmienić.

    Na bloga wpadłam przypadkowo, od linka do linka, ale będę zaglądać częściej, podoba mi się sposób w jaki poruszasz różne tematy 🙂
    Pozdr.

    • mh

      Masz rację, generalizuję, zwłaszcza, że sama też spełniam swoje plany ;D Może nie udało mi się spełnić ich wszystkich, ale większość tak ;D Wiadomo, że jak ktoś się zaweźmie to zrobi, ale na blogu raczej generalizuję, bo jakbym miała wypisywać wszystkie „ale”, to byłoby bardzo długie ;D

      W takim razie oczywiście zapraszam Cię częściej 😉 Miło mi bardzo 😉

  • Hm, co ja mogę napisać… masz rację. 😉 A wizja jesieni po tych dwóch miesiącach przepełnionych błogim lenistwem jest naprawdę straszna!

    PS. Hermiona rządzi 😀

  • w moim przypadku to prawda, plany wakacyjne poszły w łeb ;p

  • Można powiedzieć, że ja mam wakacje od maja. Plus maturzystów ^^ Od lipca zaczęłam staż. Ale wakacje udane jeżeli chodzi o odpoczynek 😉 Zazwyczaj spędzałam je obijając się ;D Po to one są, żeby nic nie robić.

  • Jako że nie planowałam niczego spektakularnego, wyrzutów sumienia brak 🙂

  • Dlatego niczego nie planuję na wakacje. Po co skoro moje lenistwo zwycięży? Chyba, że mnie coś szczególnie natchnie podejmę się realizacji, ale ro tylko wyjątki…

  • O nie, tutaj nie mogę się zgodzić – moje tegoroczne wakacje spożytkowałam w sposób zadowalający. Po raz pierwszy od kilku lat.. Chcieć to móc ;))

  • Cholera… Jakbym czytała o sobie. Zupełnie, najprawdziwiej o sobie. Ale to się chyba nazywa słomiany zapał. Od jutra zaczynam biegać. Obiecuję wszem i wobec 😀

  • Eee ja się nie zgadzam:) zrobiłam w te wakacje na prawdę dużo:) schudłam 3 kilo, poszłam do pracy i jeszcze miałam czas dla moich pasji. No i zaczęłam się uczyć anglika. ale na lenistwo też był czas:)

  • Moje plany uległy znacznej modyfikacji, albowiem nie zrobiłam nic co planowałam. Zrobiłam coś innego, a dodatkowo utyłam :p