Najpierw wyrabiamy sobie nawyk codziennego monitorowania wirtualnej poczty, nawet, jeśli nigdy jeszcze nikt do nas nie napisał; potem przyzwyczajamy się, że sprawdzamy, co tam w trawie piszczy u znajomych – oczywiście za pośrednictwem facebooka. Relaksujemy się, parskając czasami śmiechem, w czasie oglądania niektórych kwejków i dowiadujemy się z kolejnego portalu internetowego, że jakaś fabryka stoi w ogniu, a Magda Mołek zastąpiła wieczny blond na głowie orzechowym brązem. I – czy w dobie skomputeryzowanego życia potrafmy już żyć bez internetu?

ZACZNIJMY OD TEGO, ŻE…

Tak naprawdę nigdy do głowy by mi nie przyszedł ten temat, gdyby nie fakt, że jestem u wujków już od paru dni i tak bardzo chciałam wejść na bloga, że zamieniłam się w prawdziwego informatyka, łącząc się z internetem za pomocą telefonu, który dzięki bluetoothowi pozwala mi włączyć przeglądarkę w netbooku… nie wiem kompletnie, jak na to wpadłam, ale już widać, że człowiek na głodzie potrafi zrobić wszystko, co nie?

WSZYSCY KOCHAMY INTERNET

Mówiąc całkowicie szczerze, trudno mi wymienić kogoś, kto tego medium nie lubi. Każdy znajdzie tu coś dla siebie: żartownisie zgapiają dowcipy z kwejka, plotkary wysiadują na facebooku, bacznie obserwując, kto zmienia status związku, szkolne gwiazdy zakładają blogi szafiarskie i pokazują swoje stylowe outfity, a dziwni fani kontynuacji Gwiezdnych 
Wojen w których występują gościnnie kucyki Pony, bardzo chętnie zwierzają się sobie nawzajem na specjalnie dla tego celu założonym forum. Nie ważne ile masz lat i nie ważne, czy interesujesz się piłką nożną czy hodowlą ekskluzywnych, neonowo-fioletowych koni morskich – na bank w internecie znajdziesz świrów, którzy lubią dokładnie to, co ty.

RAJ DLA TROLLI I HEJTERÓW

Trolle to odpowiedniki kłamliwych plotkarzy, poszukiwaczy sensacji i totalnych przygłupów, których na co dzień spotykamy w swoim życiu, niestety, zbyt często. Siedzi to takie na forach i stronach i wypisuje, co mu na język ślina przyniesie, a na klawiaturze wypiszą palce: a to, że ma problem, bo wziął do buzi całą żarówkęrozmiar 230 V i teraz nie może wyjąć; że jego mama wyciągała ciasto z piekarnika i się zaklinowała tak, że nawet straż jej nie wyciągnęła, więc teraz siedzi w tej kuchence jak to niebożę; trolle na poziomie eksperckim bawią się w uśmiercanie gwiazd: ot, piszą sobie, że taka Taylor Swift miała wypadek, odrąbało jej głowę i nie żyje. Do newsa wrzucają zdjęcia z archiwum policyjnych i, że tak pochwalę się francuskim, włala: ryk fanów na parę godzin, dopóki media tego nie zweryfikują, gwarantowany!
O ile w prawdziwym życiu możesz co najwyżej trafić na dresowatego blokersa, który grzecznie i przy użyciu baseballa uświadomi ci, że nie podoba mu się zespół, którego koszulkę właśnie masz na sobie, o tyle w internecie tego cholerstwa jest pełno. Panoszy się to to i jest trochę jak glonojad- jak się przyklei do tego monitor to nawet stukanie w szybę go nie przepłoszy.
Z drugiej strony spoglądając, hejter może cię zwyzywać od góry do dołu, obrazić całą twoją rodzinę aż do ósmego pokolenia i stwierdzić, że nie znasz się na muzyce/książkach/filmach/grach/ niepotrzebne skreślić, ale na pewno nie walnie cię wielką, drewnianą pałką. A to jakiś plus, prawda?

RADA BABUNI

Czy my, normalni z pozoru ludzie potrafilibyśmy przeżyć bez internetu? Pewnie tak, ale znając życie, połowa z nas cholernie by się nudziła. Poza tym: gdzie te wszystkie fanki odchudzania znalazłyby przepisy na dietetyczne obiady tylko po to, żeby wieczorem pożreć kubeł lodów w ramach rekompensaty? No właśnie. Dobrze, że mamy internet.

Przeczytaj także:

  • Świat jest pełen hejterów myślę, że wszędzie ich pełno i jak ktoś prowadzi bloga czy cokolwiek co zmusza do refleksji musi liczyć się z ich obecnością. A jeśli chodzi o pytanie zadane w tytule, to nie nie wyobrażam sobie życia bez Internetu. Ja nie wiem jak poradzę sobie bez tego cuda jak wyjadę na tydzień. Może poradzę bo już z tej nudy we łbie mi się przewraca

  • Fakt, hejterzy byli już duuużo wcześniej, niż internet, ale odnoszę wrażenie, że to właśnie on jest ich naturalnym środowiskiem. No bo gdzie indziej, jak nie w internecie, można zwyzywać kogo popadnie, a później pokładać się ze śmiechu, czytając odpowiedzi na swoje wypociny? No, gdzie? Właśnie.

    A bez internetu faktycznie jest trudno i cieszę się, że nie tylko ja jestem tak bardzo uzależniona. :3

  • A ja sobie radziłam przez kilka wakacyjnych-urlopowych tygodni, poczym wróciłam do domu, otworzyłam komputer i otumaniona nie wiedziałam, po co tak naprawdę go otworzyłam. Ale się otrząsnęłam i już mniej więcej wiem. A co do hejterów, trolli i innych podobnych, to i bez neta ich niestety dużo…

  • Jak zawsze podchodzisz do tematu z odpowiednia dozą ironicznego humoru :))

    A swoją drogą, ja bez internetu miewam konwulsje podobne do tych, jakie przezywa rybka bez wody 😉

  • W tych czasach ciężko znaleźć osoby, które z własnej woli zrezygnowałyby z internetu 😉 Ja muszę zrezygnować z niego przez przymus wyprowadzenia się od brata. Ale nie jest tak źle, będę u niego często bywać ;p
    Co do hejterów – byli i będą. I tego nie zmienimy ;P

  • Ja tam nie cierpię komputerów i tym bardziej wkurza mnie to że wszystko z uczelni załatwia się przez internet. Są plusy ale minusy (z uzależnieniem na czele) przeważają. Robiłam tak rok i 2 lata temu że zostawiałam u rodziców kompa na parę m-cy żeby mnie nie kusiło i muszę przyznać że to był genialny czas – miałam dużo czasu, chęci i energii. i łeb nie bolał od tego ekranu:D

    p.s.Mołkowa serio się przefarbowała????;o ;D

  • A ja tylko na szybko chciałam napisać, że właśnie wróciłam z 1,5 tygodniwego urlopu i nawet ani na moment nie włączyłam komputera (i internetu też nie było) i żyję! Hurra! 🙂

  • A ja przeżyłam 😉 Zresztą, wydaje mi się, że wszystko zależy od sytuacji, w jakiej się znajdujemy.
    Jeżeli wyjeżdżam na wakacje, spędzam ciekawie czas z moimi znajomymi, to zapominam, co to komputer 🙂
    Nie przeszkadzało mi również odcięcie od internetu, kiedy przyjechała do mnie moja kuzynka. Ciężej było, kiedy ona wyjechała, nagle okazało się, że przeczytałam już wszystkie książki, jakie znajdują się w domu i po prostu umieram z nudów…
    Wszystko zależy od tego, jak zorganizujemy sobie czas. Gdzie jest nuda…tam jest internet 😉

  • Moja najdłuższa rozłąka z internetem trwała chyba miesiąc albo i nawet więcej, niż miesiąc i bynajmniej nie była spowodowana przeze mnie, po prostu jakaś awaria. Może i nie zanudziłam się na śmierć, ale nie wytrzymywałam psychicznie, kiedy nie mogłam się z nikim skontaktować i sprawdzić zastępstw na stronie szkoły albo normalnie odrobić lekcji, spisując połowę z jakiegoś portalu. 😉 Ale czasami dobrze jest nie mieć przez pewien czas internetu.

  • Lubie hardkorowe wizje, więc nie mogę się oprzeć wrażeniu, że byłoby ciekawie, gdyby z dnia na dzień internet przestał działać 😀 A tak poważnie to dzięki internetowi mogę realizować swoje pasje dużo bardziej efektywnie niż bez niego. Dlatego uważam, że wykorzystuję go pożytecznie, a dłuższy czas bez bawienia się w swoje zabawki? To niedobre.

  • Ostatnio rozmawiałyśmy właśnie o tym z ciocią i babcia. I, o dziwo! to moja babcia stwierdziła, że ciężko jej by było bez Internetu, nie ja. Mi brakowałoby kontaktu z blogerkami czy blogerami. Ale pisać można i do szuflady, informacji szukać w książkach a ludzi poznawać w realu;) Ale i tak masz racje co to tego, że niektórzy strasznie by się nudzili..

    Pozdrawiam;)

  • pewnie że dałoby się przeżyć bez (robię sobie czasem przymusowy tydzień bez internetu i da się ten czas świetnie wypełnić w inny sposób), ale Internet jest przydatny nie tylko „z powodu nudy”, ale wyszukuje szybko to co nam potrzebne 😉 i fakt, też nie znam osoby, która go nie lubi.

    mnie martwią jedynie młodsze pokolenia, które dla gierek online straciły już zupełnie dzieciństwo – bo chyba nikt nad tym już nie panuje… – i mam wrażenie, że dla niektórych dzieciaków tydzień bez internetu to naprawdę spory problem – a przecież wszystko jest dobre, ale z umiarem 😉

  • Bardzo długo nie miałam stałego łącza i rzadko korzystałam z komputera i Internetu. Stałe łącze założyliśmy, gdy byłam w pierwszej klasie liceum. do dziś odkrywam dobrodziejstwa Internetu. 🙂 Paradoksalnie, wydaje mi się, że komputer wraz z Internetem więcej mi zabiera (np. czasu) niż daje; a mimo to nie potrafię się rozstać z tą zdobyczą techniki dobrowolnie. Chyba powinnam pójść na odwyk. 😉

  • Juz wyobrazam sobie masowe protesty tysiecy ludzi wylegajacych na ulice na wiesc, ze internet ostatecznie wylaczono z ich zycia bezpowrotnie. 🙂

  • częśto od internetu jestem odcięta- wystarczy, że pojadę na dwa tyodnie do domu i jakoś..cholera, żyję:) może w dużej mierze dlatego, że wychowałam się bez internetu-ten mam dopiero na studiach, bo przedtem nigdy go nie potrzebowałam. z nudy nie umieram, mam książki, swoje pasje-nawet teraz aż tak cżęsto w necie nie siedzę, chyba, że chcę pisać albo typowo się odmóżdżyć.
    ale nie powiem, ze internetu nie lubię- na studiach jest mi niezbędny, poza tym- przydaje się. tyle fimów i muzyki, tyle książek!:D po prostu- internet, jak wszystko, ma dobre i złe oblicze.