Środa, godzina dziesiąta. Z podnieceniem coraz szybszym krokiem zmierzam do szklanych drzwi, które mają mi otworzyć wrota do niezwykłego świata, pachnącego starszą. spoconą panią i gromadą sikających kotów. Krainy rzeczy niechcianych, rozciągniętych i z podejrzanymi plamami, których pochodzenia nie chcę znać, bo dbam o swoje zdrowie psychiczne.

Wbiegam do środka, chwytam koszyk i łapczywie rzucam się wieszaków. Obok mnie coraz szybciej ubrania przesuwa potężna pani po sześćdziesiątce, która co chwila wali mnie z łokcia – niby niechcący, rzecz jasna – i chrząknięciami daje znać, że mam się odsunąć, bo inaczej dostanę wpierdziel. Gdzieś obok biją się dwie nastolatki, ktoś krzyczy, inny wzywa Jezusa, a wszyscy ogarnięci szałem przeszukiwania, w amoku podobnym do tego, w który wpada Maciek, gdy kupimy rybę.


Wariatkowo? Nie, to tylko lumpeks. I pamiętaj – jeśli nie wiesz, jak się zachować, to pisz lepiej testament. Babcie zjedzą cię na surowo… ewentualnie doprawią szczyptą soli i żarcia z puszki dla kotów.

OCH JESTEM TAKA MODNA!

Od kiedy wszystkie dziewczyny zaczęły przemieniać się w szafiarki i fashionistki, zakładając stadami blogi i wrzucając swoje stylizacje polegające na łączeniu ciuchów z sieciówek i robieniu min mających przypominać te, które strzela Anja Rubik, lumpeksy stały się tak sławne, że przestały być schronieniem dla wszystkich hipsterów. Co więcej, zyskały nową nazwę – a właściwie po prostu zerżniętą od krajów anglojęzycznych – która sprawia, że brzmią mniej więcej tak, jakby były jakimś drogim butikiem, a nie sklepem z ubraniami, których albo nikt nie chce, albo oddał, bo nie mógł się w nie wcisnąć. Pamiętajcie, że nie kupujecie w lumpeksie – robicie zakupy w second-handzie, najlepiej z kubkiem Starbucksa wciśniętym w łapę obkichaną  sygnetami – och, są takie retro! – i z miną, jakby coś gdzieś w pobliżu śmierdziało.

BABCIA TO TWÓJ WRÓG

Między jednym wieszakiem a drugim – zwłaszcza w dzień nowego towaru – szybko możesz wyzionąć ducha, jeśli tylko nie umiesz się obsługiwać swoimi łokciami. Czujesz opory przed walnięciem grubej babci w cycek? Nie miej, ona przyłoży ci jak tylko będzie miała okazję i to tak, że przed oczami ukażą ci się gwiazdki Disneya, śpiewające jakiś letni hicior. Lumpeks to prawdziwa dżungla – jeśli szybko nie złapiesz najfajniejszych rzeczy i nie pobiegniesz do przebieralni, zabijając po drodze osoby, które chcą ci przeszkodzić, wyjdziesz z pustymi rękami.
A wtedy byłoby smutno.

PODSTĘPNE HARPIE

Jednak w zakamarkach lumpeksów, gdzieś pomiędzy wieszakami z ekstra obcisłymi spodniami, a wymiętymi bokserkami, które przeżyły już niejedno, czają się bestie groźniejsze od wszystkich szalonych, zajeżdżających potem babci razem wziętych – szalone modnisie. Zawsze wypachnione, ubrane od stóp do głów w pastele, koniecznie z podróbami drogich ciemnych okularów, które zakładają sobie na środek ulizanej głowy. Zazwyczaj obserwują cię wzrokiem bazyliszka z porządnym zezem i tylko czekają, aż któraś rzecz, którą sobie wybrałaś okaże się za duża lub za mała. Wtedy biegną na łeb na szyję – szybciej niż Bolt w nowych kolcach grzeje na setkę – i chwytają w swoje łapska zdobycz, ciesząc się jak sroka z błyskotki. Gorzej, gdy sytuacja jest odwrotna i to ty jesteś zdobywczynią – jak tylko wyjdziesz z lumpa, założą ci worek na głowę, dotkliwie pobiją, potną twoje lumpeksowe zakupy na kawałki i odjadą z piskiem opon swoim oldschoolowym rowerem.
Tak więc zbroja na siebie, hełm na łeb, miecz w rękę, łokcie przygotowane i.. do roboty.
A może się uda i któraś z was zostanie sławną szafiarką, waląca codziennie posty ze swoimi wspaniałymi outfitami? 

Przeczytaj także:

  • A najlepiej to przyjść jak jest wszystko o pół ceny i połowa mniej ludzi 🙂

    • mh

      Masz rację, ale wtedy też gorsze zdobycze masz.. bo wiadomo, że dzień nowego towaru to dzień pełen fajnych ubrań! ;D

    • Nie zgodze się z tym ani trochę. Kupiłam nie raz coś dobrej jakości i z dobrej firmy, nie tylko za pół ceny, zdarzało mi się kupić nawet za 1 zł. Wtedy chodzą zazwyczaj babcie, więc najlepsze perełki zostają dla mnie 😀

    • mh

      E, to jesteś szczęściara – u mnie raczej wtedy wszystko jest już ‚poprzebierane’ i nic nie ma ciekawego ;D

  • Och, nienawidzę pierwszego dnia! Są właśnie takie sceny, jak opisałaś. Poza tym, sorry… ale 65 złotych za kilo to chyba lekkie przegięcie, co nie? Cenią się, cenią ;P Dlatego ja idę w dzień, kiedy jest 20 albo nawet 10 zł i też znajduję fajne rzeczy (za grosze!). A jak w lumpeksie jest tylko „wycena”, to chodzę jak jest 50% taniej. Kurczę, jestem przesadnie skąpa chyba xD
    Bo właśnie… chodzi o to, że nie zawsze można coś znaleźć. Czasami chodzisz i chodzisz, i nic! A pewnego dnia znajdziesz perełkę albo i dwie! ;D Ja zawsze mówię, że ciuch sam woła nowego właściciela 😉

  • W budynku gdzie mam staż jest lumpeks. W poniedziałki są dostawy. Chociaż otwierają o 9 to babki stoją przed nim już od 7! W kolejce 😀 Determinacja złapania niezłego ciuszka doprowadza ich nawet do tak wczesnego „czatowania” przed lumpem ;P Podziwiam te babki 😉

  • Tak filozofią lumpeksów jest to by kupić coś markowego za grosze. Ewentualnie mam jeszcze inny patent, czekam aż kuzynce znudzi się jakiś ciuszek, wtedy przeważnie ja go przechwytuje i też jest fajnie, przynajmniej wiem po kim to jest, bo w lumpeksach to cholera wie.

  • Emi

    Często kupuję w lumpeksach, już od paru ładnych lat, nie wstydzę się tego, ani też się tym nie chwalę. Można dostać tam naprawdę fajne ciuchy za niewielkie pieniądze. Zazwyczaj jednak wybieram te momenty, w których nie ma wielu ludzi. Im mniej, tym spokojniej można poprzeglądać i przymierzać. 😉

  • „Pamiętajcie, że nie kupujecie w lumpeksie – robicie zakupy w second-handzie, najlepiej z kubkiem Starbucksa…- och, są takie retro!”
    Rozbawiły mnie do rozpuku Twoje powyższe słowa.
    Sama uwielbiam lumpeksy, jednak nie dokładam do Nich żadnej (zbędnej moim zdaniem) filozofii =)
    a więc:
    3
    2
    1
    START!
    hehe

    • mh

      *biegnie na łeb na szyję i używa łokci*

  • uwielbiam Cię! Prawie straciłam opory przed walnięciem grubej babci w cycek :DDDDDDDDDDDDD

  • Ta, zdecydowanie te pierwsze dni są najgorsze, ale z drugiej strony i ciuchy zwykle najfajniejsze 😀
    Dobijają mnie ludzie, którzy za wszelką cenę mówią, że NIGDY by do takiego lumpeksu nie weszły.. Szczególnie, kiedy to po nich widać.

  • nie lubię lumpów xd

  • A mój blog był fioletowy kolorowy z pieskami i kotkami również. Taki przerost formy nad treścią. f… yeah! :p

  • A ja w sumie nie mam nic przeciwko lumpeksom, bo jeśli potrafisz szukać, to możesz znaleźć całkiem ciekawe rzeczy. Kiedy byłam w Polsce, kupiłam trzy kurtki w idealnym stanie (w jednej mam nawet zdjęcie na blogu – z królikiem), a to za zaledwie 40 zł. Wiadomo, że każdy ma swój gust i nie każdemu mogą się te sklepy podobać (nie dziwię się, bo do pewnego momentu sama patrzyłam na coś takiego z pogardą), ale to w końcu sklep jak każdy inny. 🙂

  • Och, świetny blog i super notka! Niesamowicie mnie rozbawiła, nawet pomimo gorszego dnia (: Między innymi dlatego boję się lumpeksów i wolę kupować na allegro – wiadomo, wychodzi drożej, nie można przymierzyć i trzeba czekać na przesyłkę – ale przynajmniej jest gwarancja, że jakaś podekscytowana babcia nie rozwali mi nosa drżącym, pomarszczonym łokciem.
    Bloga dodaję do obserwowanych, jest świetny!

    http://odbiciewblekitnychoczach.blogspot.com

  • zdarza mi się coś kupić w lumpeksie choć nie raz widziałam kobiety bijące się (dosłownie) o ubrania. sporo perełek można tam ,,upolować” choć miałam trudność z przełamaniem się do zakupów w takich sklepach. teraz nie żałuję ciuchy są naprawdę fajne do tego często i tak przerabiam je po swojemu w sieciówkach ubieram się najczęściej ale to rzeczy z lumpeksu są zazwyczaj tymi ulubionymi ze względu na niepowtarzalność;)

  • Ojej, skąd ja to znam;D Ze wszystkim zgadzam się w stu procentach;)

    Zawsze lubiłam chodzić do ciuchlandów, tak jak od 3 podstawówki nosiłam trampki, ale później nagle to wszystko stało się takie słit modne… Przepraszam!, do second-handów! ;D
    pozdrawiam

  • Oj tak święta prawda. Też lubię lumpeksy:D

  • Może i lubiłabym lumpeksy, gdybym mieszkała w mieście i miała dostęp do takich rzeczywiście ładnych butików. Ale ja mogę tylko iść do lumpeksu umieszczonego w starym magazynie, gdzie wszystko jest tak porozrzucane, że nawet stare babcie nie wpadają tam zbyt często. jedyną rzeczą, jaką tam kupiłam, i jestem z niej niezmiernie dumna, to pomarańczowo-brązowa apaszka od Zary 😉

  • A ja najbardziej z ciucholandów lubię chińskie sklepy z jedzeniem i sokiem z mango w puszcze 😀 Może gdybym odkryła jakiś ciekawy w moim G albo wiekszym R, to i nałokietniki, nakolanniki i co tam jeszcze by się znalazło i wyruszyłabym na wyprawę. Skusiłaś mnie do poszukiwań i zbadania jak zachowują się holenderskie łowczynie hihi 🙂

  • Ja mam swojego osobistego rycerza do walki za ciuchy „na szmatach” – moja babcia jest jedną z tych starszych pań, które opisałaś 😀 Zawsze przybiega do mnie z jakimiś ciuchami i opowiada niesamowite historie, jak je wyrwała komuś sprzed nosa 😀 Ale czasem zdarza jej się nawet trafić w moje upodobania.

  • hahaha lepiej bym tego nie opisała 😉

  • jesteś niesamowita. ubóstwiam cię. zbroja . hahhaah. 😀 Ubustwiam.!!!!!

  • Anonymous

    Boisz się chodzić do szmateksu? To tu uczysz się walczyć o swoje, w szybkim tempie oceniać ciuchy,kombinować, a nie jak jakaś wielmożna pani wchodzić do drogiego sklepu i kupować co tylko dusza zapragnie. Żadna sztuka. Żal.

    • mh

      Może nauczysz się czytać ze zrozumieniem, a nie rzucać okiem na tytuł i komentować? Ten tekst nie jest napisany na serio, wydawało mi się, że to widać…

      Kocham chodzenie do lumpeksów 😉

  • Anonymous

    często kupuję w lumpeksach,jednak unikam dni w których jest najdrożej,nie lubię tłumów,muszę sobie wszystko spokojnie pooglądać,można znaleźć naprawdę fajne i tanie rzeczy.W pierwszym dniu jest dużo ludzi którzy kupują na handel i ci się najbardziej pchają.ostatnio znalazłam w sobotę,czyli w dniu w którym jest wyprzedaż z obniżką fajny markowy kożuszek podbity futerkiem w idealnym stanie za jedyne 35 zł.

  • Anonymous

    matkoboska, myślałam, że takie akcje to tylko w moim mieście. dokładnie, te wszystkie waleczne babcie przerażają ale cóż, chce się mieć fajne ubrania trzeba walczyć. najgorzej to jest właśnie latem, kiedy wszyscy mają wolne i od godz. 8 ciągnie się kilometrowy łańcuch ludzi czekających na otwarcie lumpa o 9 😀

  • Anonymous

    Absolutnie zgadzam się z autorką bloga,choć zakupów w lumpeksie nie popieram.Należy jeszcze dodać,że klienterią szmateksu są ludzie nienormalni,alkoholicy/liczki,bezdomni,złodzieje i cała reszta patologii społecznej.Wiem co piszę,bo moja kuzynka pracowała w takim sklepie.
    Opowiadała jakie głupoty musiała wysłuchiwać z ust tych klientów.Kobiety zwierzały się jej z bardzo intymnych spraw osobistych,których nie wypada opowiadać obcym ludziom.Stale pytały ją o to jak wyglądają – czy są grube,czy mają ładne oczy,czy powinny kupić tą rzecz czy może tamtą?
    Pewna kobieta próbowała nawet uczyć kuzynkę tego jak się robi dobrego loda facetowi.Zgroza! Ubrania z lumpeksu są nieaktualne,ponieważ pochodzą z lat 1980-2000.Ich wzory i fasony bardzo różnią się od rzeczy teraźniejszych.Znam dziewczynę,która przez lumpeksy wygląda jak bezdomna ( to jest jej pseudo styl).Kupiła w nich dużo nieaktualnych rzeczy i wmówiła sobie,że wygląda wyjątkowo,co jest bzdurą,bo na pierwszy rzut oka widać,że jest to styl dworcowego żebraka.To jest straszne do jakiego stopnia lumpeksy potrafią zmienić czyjś punkt widzenia i gust.Poza tym ludzie zostawiają w lumpeksie dużo pieniędzy,ponieważ ciuchy za 5 czy 10 zł kupują często,niekiedy 4 razy w tygodniu.Koszty zakupów w tych sklepach wynoszą ich tak naprawdę od 100-300 zł miesięcznie.
    Za takie pieniądze można kupić naprawdę ładne i nowe rzeczy w sieciówce.Nie rozumiem podejścia takich ludzi.Płacić tyle pieniędzy za to,aby wyglądać jak klaun lub bezdomny.Oby takich ludzi było jak najmniej,bo w przeciwnym razie nigdy nie dogonimy krajów wysokorozwiniętych.Polak to taki sam człowiek jak Anglik,Francuz czy Japończyk i z tego powodu wcale nie musi wyglądać gorzej od kolegów i koleżanek z innych krajów.Ba,powinien starać się wyglądać lepiej od nich.Od takich drobnych kroków wyrabiamy w sobie ambicje.
    Człowiek nie mający żadnych ambicji zadawala się takimi rzeczami jak:
    – tani pasztet,
    – szampon ziołowy Eva za 3 zł,
    – ciuch z lumpeksu,który był fajny,ale 20 lat temu,
    – średnie wykształcenie (bo po co się dalej uczyć?),
    – tanie mieszkanie komunalne,
    – zasiłek z opieki społecznej ( lepiej leżeć i brać za to kasę niż pracować),
    – znajomi ,,ze swojego podwórka” ( obcych się boi).
    Takich ludzi czeka ciężka praca nad sobą,aby w przyszłości faktycznie nie wyglądać i nie wylądować jak kloszard.

    • Anonymous

      Przeczytaj co napisałaś. W lumpeksach można znaleźć pełno aktualnych rzeczy, zwłaszcza w tych z dostawą z zagranicy. Ciuszki są piękne często jeszcze z metkami. A tanie szampony często są dobre, bo mają prosty skład. Dodam jeszcze, że twój komentarz trąci lewactwem, a klienci lumpeksu to często porządni ludzie. Osobiście poznałam tam pana, który pomógł mi przy „oględzinach znalezionej przeze mnie walizki, a przy tym grzecznie porozmawiał. Często trafiam też na panie 50-60 lat, z którymi rozmawiam o swoich „zdobyczach”, niekiedy sobie doradzamy 🙂

  • Madix

    Do anonima od posta: „Absolutnie zgadzam się z autorką bloga,choć zakupów w lumpeksie nie popieram.Należy jeszcze dodać,że klienterią szmateksu są ludzie nienormalni,alkoholicy/liczki,bezdomni,złodzieje i cała reszta patologii społecznej.Wiem co piszę,bo moja kuzynka pracowała w takim sklepie.”…

    Boże, skąd na tym globie biorą się ludzie Twojego pokroju, ziejący nienawiścią i pogardą do innych pod byle pretekstem i stosujący idiotyczne uogólnienia w stylu: „wiem, że wszyscy ludzie od X są tacy, bo kuzynka Y mi o tym powiedziała…”?!? Nie ma to jak kierować się w życiu durnymi stereotypami i jeszcze być z tego dumnym…

    No nie powiem, zdarza mi się kupować w lumpeksie, i nie spodobało mi się określenie mnie (i przy okazji mojej matki) jako patologii, czy założenie z góry, że jak kupuję w lumpie, to na pewno wystarczy mi średnie wykształcenie i pasztet zamiast jedzenia lepszej jakości… ciekawe, ilu jest w Polsce ludzi o równie porąbanym, stereotypowym postrzeganiu świata co Twoje. Przeraża mnie myśli, że liczba takich ludzi może być większa niż 1…

    W dodatku wszystkie użyte przez Ciebie argumenty są do dupy. Część zbiła już kolejna osoba, ja od siebie dodam, że popularne sieciówki (tudzież „markowe” sklepy”) mają de facto bardzo UBOGĄ ofertę odzieżową. Wiele fasonów, kolorów i wzorów nie jest tam dostępnych, „bo tak” albo”bo to sprzedawaliśmy w zeszłym sezonie, znudziło się już ludziom, więc wypuścimy drugą serię dopiero za sezon-dwa, by podbić ceny”… w efekcie m.in. nie mogę kupić krwistoczerwonej marynarki, bo sieciówki uznają za jedyne słuszne te odcienie czerwonego, które wpadają w różowy lub pomarańczowy, a które zupełnie nie pasują do mojego typu urody, jednakowoż „są modne”, więc teoretycznie powinnam je zakupić olewając całkowicie tak trywialne kwestie jak ta, że blondynce pasują zupełnie inne odcienie niż szatynce itd. … czyli wg takich osób jak Ty, zapewne lepiej wyglądać beznadziejnie, ale „modnie”, bo jeśli tylko kupuje się ciuchy „z aktualnej oferty odzieżowej”, to z automatu wygląda się „dobrze”… przy czym dobrze oznacza w tym wypadku „dokładnie tak samo jak wszystkie inne baby kupujące w sieciówkach” i tylko tyle, bo faktycznie osoby kupujące tylko w sieciówkach wyglądają jak swoje klony, z czego zdecydowana większość nie wygląda dobrze właśnie przez to, że dokładnie te same kolory, fasony i wzory zakładają i blondynki, i brunetki, i wysokie, i niskie, i umięśnione, i pulchne… zero oryginalności, zero indywidualnego doboru stroju… zero fajnego image’u.

    W takich sytuacjach jedyną alternatywą są dla mnie lumpeksy, bo czasem tylko tam mogę kupić coś, co w innych sklepach po prostu nie jest dostępne. A to, że w lumpach jest tanio, jest tylko i wyłącznie dodatkową zaletą i świadczy dobrze o tych, którzy potrafią to dostrzec, a źle o tych, którzy okazji cenowej, jaką są lumpeksy, dostrzec nie potrafią. Cytując samą Martę:

    „Po pierwsze: jak to – za TANIO? Jeżeli masz ten sam produkt, tej samej firmy, o tej samej gramaturze i w jednym sklepie ma on cenę trzech złotych, a w drugiej dziesięciu i kupujesz ten droższy, to trochę jesteś frajerem. No przepraszam, ale tego się nie da inaczej nazwać.

    Po drugie, jeżeli uważasz, że bycie oszczędnym (a nie skąpym!) to wiocha, to do zobaczenia za kilkanaście lat, kiedy porównamy swoje wyciągi z konta. Na pewno będziemy mieć przy tym ubaw. Zwłaszcza ja.”

  • Komi

    Witam.Skoro uwielbiacie kupować ciuchy po kimś i ubóstwiacie je, to ja nie zmienie waszego podejścia.
    Według mnie w ciucholandzie są ubrania których mądrzy ludzie już nie chcieli nosić i kupili sobie nowe a te stare dali Polakom.I wy jesteście tymi kupującymi którzy cieszą sie ze starych łachów ludzi bogatych.To takie żebractwo i dziadostwo.Ja mam swoją godność i wole kupić jeden ciuch ale nowy który będzie tylko mój.Nie zamierzam łazić w ubraniu które przewinęło sie przez klika osób (bo nigdy nie wiadomo ile osób nosiło dany ciuch)Skoro bogacze wyrzucili te rzeczy to oznacza,iż ubrania te nie są aż tak atrakcyjne jak sie wam wydaje.A w nowych sklepach znajdzie się też markowe ciuchy tylko trzeba dobrze poszukać.Z nowych ubrań moża stworzyć świetny i aktualny swój własny styl.Styl na czasy 2016 roku a nie 1970 roku.MOTTO: Ludzie! nie cofajcie sie w czasie tylko żyjcie teraźniejszością.PA