W okresie wakacyjnym z nudnych, zmęczonych robotników i przygłupich, leniwych uczniaków zamieniamy się wszyscy we wczasowiczów w słomianych kapeluszach, strojach kąpielowych i japonkach, od których mamy wielką szparę między dwoma palcami.  Słońce praży, morze szumi, góry czekają na turystów, którzy posłużą jako śniadanie dla niedźwiedzi, a my… odpoczywamy. I jesteśmy w tym tak cholernie przewidywalni. Oto pięć najczęstszych typów wczasowiczów, które dane mi było spotkać.



PRZYKLEJONY DO MONITORA

Ponieważ przez cały rok miał czas tylko na trzy godziny dziennie przed komputerem, w wakacje postanawia to sobie odbić. Wstaje wcześnie, by dużym palcem prawej nogi go włączyć (ten typ nie jest szczególnie wysportowany), a następnie aż do późnej nocy siedzi i egzystuje, wlepiajac oczy w świecący monitor. Robi wiele pożytecznych rzeczy: podlewa roślinki w grach na fejsbuku, pisze z ludźmi, którzy mieszkają dwieście metrów dalej, czyta plotki na temat Anji Rubik na jednych z portali, który nazywa się tak, jak pewne zwierzę albo nabija levele w grach przeglądarkowych.

LENIWA KSIĘŻNICZKA

Bardzo lubi leżeć i z badań amerykańskich naukowców wynika, że najczęściej jest kobietą. Leży w celach upiększenia się, oczywiście. Można spotkać na każdej plaży, balkonie i gąszczach trawy obok zbiornika z wodą. Najczęściej wyposażona w wielkie okulary, w których wygląda jak ślepa mucha i olejek, który sprawia, że jej ciało świeci się jak kula dyskotekowa z lat, kiedy nawet Ibisz był młody. Po wakacjach wygląda jak wielka, upieczona skwarka, brązowa i spalona. Oczywiście, chwali się koleżankom, że ona to wcale na słońcu nie leżała, samo ją chwyciło. Jasne. A Pamela wcale nie powiększyła sobie cycków.

ZWIEDZACZ POSPOLITY

W swoim zachowaniu przypomina trochę Japończyków, z rozdziawioną gębą latając po obcym mieście i pstrykając zdjęcia wszystkiemu, co się da: zabytkom, drzewom, fajnym laskom na Starówce i gołębiowi, który właśnie zadławił się za dużym kawałkiem chleba. Zwiedza wszystko, ale jednocześnie nic, bo w swoim pośpiechu nie słucha przewodnika, ani nie zawiesza oka na dłużej. Śpieszy się i nosi skarpetki do sandałów, bo z niego wytrawny podróżnik. Taki Cejrowski, tylko że w miastowej dżungli. Raczej po trzydziestce.

PIJUS Z CZERWONYM NOSEM

Najczęściej w wieku, bój się Boga, gimnazjalnym oraz licealnym. Czując powiew wakacji i brak kontroli wydaje całe kieszonkowe na napoje, które  z oranżadą mają niewiele wspólnego. Ponieważ czuje się na maksa dorosły, pije piwo jak smok na ławce w parku, a potem na łeb na szyję spieprza prawie sikając ze strachu przed Strażą Miejską.  Stały bywalec imprez,  domówek oraz dziwnych dyskotek, na których pełno jest starszych panów po czterdziestce oblizujących się na widok zgrabnych czternastoletnich pup. Często posiada własną paczkę, z którą pije, a następnie wraca do domu na czworakach, śpiewając uwielbianych w dzieciństwie Ich Troje.


CIĄGLE W ROBOCIE

Ten nie ma odpoczynku. Nie bierze urlopu, bo nie ma kiedy. Siedzi na tyłku i pracuje, a po godzinach marudzi znajomym, jak bardzo mu ciężko, jaki szef jest wredny i że średnia krajowa jest cholerne niska.

Patrzy za okno i wzdycha, gdy widzi ludzi wesoło zmierzających w stronę kąpieliska, ale na propozycję urlopu obraża się niesamowicie. On to tak naprawdę lubi, tylko nie chce się przyznać. I jest hipsterski w tym swoim nielubieniu wakacji. Brakuje mu tylko okularów na pół twarzy i koszulki z trójkątem. I słuchawki od stacjonarnego w spodniach. Wakacje? To dla plebsu…

Przeczytaj także:

  • Ja tam jestem syntezą mordy przyklejonej do monitora i pochłaniacza książek absolutnego. Tak więc jestem żywym obrazem nołlajfa pospolitego.

    • mh

      nołlajfem też być dobrze czasami! Zwłaszcza takiego książkowego, znam to też 😉

  • Też czytam książki, w końcu mam na to czas, bo w roku akademickim, to nie za bardzo. Jeżeli nie szykuje się żaden wyjazd, to nad lokalne bajora jeżdżę z Lubym i znajomymi i robimy grille, nie grille. Albo kawa i serial z przyjaciółką, albo ogródek i koc u Lubego, albo jakaś impreza, albo wyjście gdzieśtam. Mimo, że nie wyjeżdżam, potrafię sobie zorganizować czas, żeby się nie nudzić <3 Ale na wyjazdach zagranicznych muszę zgrywać plażową księżniczkę i pokazywać jaką to wielką damą nie jestem 😛 No oprócz spalania się na plaży, zdecydowanie wolę cień i dobrą książkę

  • Nie zgodze sie ze wszystkimi… poza tym pojecie: wczasowicz, jest okresleniem osoby, ktora WYJEZDZA poza miejsce swojego zamieszkania, wiec typ pierwszy kompletnie nie pasuje, chociaz znam osoby jada na wczasy z laptopem… Praca… sorry, ale jak pracujesz to po prostu w wakacje trudno o te 2 tyg urlopu i to nie zawsze mozesz tyle dostac, bo nie masz takiego stazu pracy. Na pcozatku, tak jak ja, moze liczyc na max tydzien. No i w branzy w jakiej pracuje w wakacje urlopu nie dostane… w sumie w kazdej ciezko o urlop w wakacje, bo wszyscy wtedy chca i nie ma kto pracowac. Napisalas to z punktu widzenia ucznia, ktory ma cale 2 miesiace laby… W Twoim wypadku jeszcze wiecej, bo najdluzsze wakacje zycia masz… Dla mnie juz nie ma slowa „wakacje” rozumianego jako lipiec, sierpien wolny… wakacje nie istnieja… jest conajwyzej urlop.

    • mh

      Kasia, spokojnie, wiem jak to jest z pracą, bo sama teraz nie mam wakacji 😉 Wiesz, że to należy brać z przymrużeniem oka, wiem, jaka Ty jesteś zapracowana, wiem też, że istnieje pełno innych typów ludzi, urlopowiczów, wczasowiczów, leniów na wakacjach, etc. 😉

  • Zmieniać wrażenia codziennie, czytać wieczorem, przemieszczać się rano pływać gdzie się da , komputer mało szaleć sportowo pić właśnie oranżadę zdjęcie też zrobić, coś poznać nowego, coś się nauczyć, poleżeć i nic nie robić też.Iii miłości dużo od wszystkich i wszystkiego.;-)

  • Jestem typem który laptop zostawia w domu, a niech się tam kurzy :). Z długością urlopu u mnie też bywało różnie, ale zawsze starałam się wykorzystać to co miała na maksa. Najlepiej czuję się na urlopie z dala od zgiełku cywilizacji z mała grupą sprawdzonych znajomych. Ubolewam tylko nad tym że coraz ciężej znaleźć jakieś takie mało zatłoczone, spokojne miejsce.