Podobno za wszystko odpowiedzialny jest mały, gruby facet w pieluszce, który strzela w ludzi jak nienormalny. Pyk, i masz strzałę w tyłku. A potem nagle patrzysz na kogoś i twoje serce dostaje ataku padaczki, niemiłosiernie obijając lewe płuco. Twoja cała elokwencja znika tak szybko, jak hamburger w paszczy Amerykanina, a jedyne, co jest w stanie wydukać to: „Cześć miłości mego życia. Mam na imię ziemniak”. Cholera. Znów się zakochałeś!


WESTCHNIENIA I MARZENIA

Na początku postanawiasz obserwować swój obiekt z daleka. Niby przypadkiem dowiadujesz się, jak ma na imię, gdzie mieszka, jak się nazywają jego lub jej rodzice i dlaczego lubi na kolację kanapki z pasztetem.
Gdy tylko się zbliża w twoją stronę, twój iloraz inteligencji spada nagle do zera – jeśli się znacie, wydukanie cześć graniczy już z cudem, a jeżeli nikt was jeszcze sobie nie przedstawił, nie spuszczasz z niego/niej wzroku w nadziei, że cię zauważy. Nie martw się, na pewno to zrobił/a: gapiąc się z otwartymi ustami wyglądasz trochę  dziwnie. No, ale przynajmniej rzuciłeś się w oczy, prawda?

PODCHODY

Kiedy już jakaś dobra dusza zapoznała was ze sobą, albo znaliście się już wcześniej, kolejnym etapem jest zabawa w kotka i myszkę. Czy ja mu się też podobam? Czy ona uważa mnie za fajnego? Próbujecie wybadać sprawę na wszystkie sposoby, będąc przy tym tak nieporadni, jak ja przy tablicy podczas matmy.

Zaczynają się pierwsze flirty; dziewczyny, naczytawszy się wpierw w Cosmo o tym, że powinny grać królowe lodu zmieniają humory jak porąbane: najpierw się słodko uśmiechają, a potem udają, że nie widzą obiektu swoich uczuć. Faceci nie wiedzą, o co chodzi dziewczynom i są lekko skołowani, kiedy najpierw te przyjmują ich zaloty ze śmiechem, a potem obrażają się i oskarżają o grubiaństwo. Ogólnie totalna rozpierducha i wzajemne odpychanie się i przyciąganie. Aż wreszcie…

CHWILA PRAWDY: KOSZ CZY NIE?

W końcu jedno z nich nie wytrzymuje i stawia wszystko na jedną kartę: mówi, co czuje.  Jeśli te drugie też zostało walnięte i ogłuszone strzałą od otyłego grubasa w pampersie, to sprawa załatwiona: happy end jak w romantycznych filmach, na które trzeba nosić dużo chusteczek. Jeśli jednak uczucia nie ma… to smuteczek. Ma nas w dupie. I trzeba się z tym pogodzić.

Ale my mieliśmy dziś pisać o szczęśliwych zakończeniach. A więc tak: on ją, ona jego też – a więc wszystko zmierza ku dobrej drodze. Pierwsze pocałunki i trzymanie za ręce, coraz częstsze pojawianie się razem, aż wreszcie poważny krok: zmiana statusu na fejsie. No i żyli długo i szczęśliwie, co nie?

Przeczytaj także:

  • Aah ta miłość 😀 Hehe, co roku w wakacje dopada mnie myśl „a może,by się tak zakochać?” – to jest cholerna pułapka i pozostaje liczyć na to,że przyjaciele mnie ogarną i wybiją mi z głowy takie głupoty, bo niestety zapominam, że wakacyjne miłości mają krótki termin ważności. Czy Ty też masz wrażenie, że zakochani ludzie są tacy śmieszni?

    • mh

      Są, są śmieszni ;)Wiem po sobie.. ale może taki zakochanych urok? 😉

  • Mnie powaliła dopiero prawdziwość tego tekstu 😛 Ej, bądź co bądź, te podchody to była super sprawa 😛

  • Warto się zakochać :-).Pomimo często różnych niechcianych i nieprzyjemnych skutków ubocznych jednak warto.Czujemy wtedy b. mocno ,że naprawdę żyjemy 😉