Wszyscy lubią jeść. Ty, grupa twoich znajomych, z którymi nawet nie mówisz sobie cześć, mój kot i pani w supermarkecie, która stoi w kilometrowej kolejce tylko po to, żeby kupić sobie pasztet. I chociaż jesteś kobietą pracującą i gotować nie masz zamiaru, to jedzenie pochłania też twoja druga połówka, a przecież  jak to mówią wszystkie babcie na świecie: przez żołądek do serca. No chyba, że spalasz na popiół nawet ziemniaki. Wtedy rzuć to w cholerę i po prostu zamów pizzę, ukochany będzie ci dziękował. Na kolanach i ze łzami szczęścia w oczach.


OD ZAWSZE

Już w epoce, kiedy Madonna była małym, tańczącym bobasem w pieluszce tetrowej, a dinozaury jeszcze wesoło stąpały po Ziemi, kobiety dobrze wiedziały, że jeśli chcą, aby facet je zaciągnął za włosy do jaskini,  to muszą trochę się napocić przy ognisku. Wiedza ta przechodziła z pokolenia na pokolenie, a kolejne generacje płci pięknej wprowadzały ją w życie, pichcąc i pitrasząc obiadki dla swojego jedynego.

I może byłoby tak dalej, gdyby nie to, że w pewnym momencie tradycja spotkała się z wielkim, ogromnym murem. Zbudowany był z mądrali-kobiet, które tupiąc nogą i strzelając fochami oświadczyły, że kurą domową nie będą. No i, kurczę, się zaczęło.

REWOLUCJA

Podobno niektóre uważają, że kobiecie pracującej siedzieć przy garach nie wypada. Bo jest równouprawnienie, są bizneswoman, wreszcie mogą być samodzielne i inne brednie, które można sobie wsadzić w tyłek, bo jak co do czego dochodzi, to płaczą, że facet jej rękę podaje zamiast ucałować. Skoro jednak kobieta sukcesu gotować nie chce, a facet nie nazywa się Pascal Brodnicki, to mamy problem. I chociaż dobrzy ludzie we współpracy z rosyjskimi naukowcami wymyślili zupki chińskie i mrożone dania, to trzeba przyznać, że wytrawnością one nie miażdżą a i do schabowego mamusi, jakiego zaznał na pewno nasz wybranek się nie umywają.

ON LUBI ZJEŚĆ

A jeśli jedzenia nie dostaje, to jest nieszczęśliwy. I nie, nie mówię o moim kocie, tylko o większości facetów, które chodzi sobie po tym świecie.  On coś przebąknie o tym, że zjadłby sobie mielonego, ale zaraz się zamyka, bo na starcie słyszy, że jest szowinistą, który chce tylko wykorzystać ją do produkcji mielonych i kompletnie nie rozumie, że ona jest bizneswoman i na walenie drewnianym młotkiem w mięcho nie ma czasu.
Chodzi smutny i struty, słuchając opowiadań kolegów o tym, jak jego dziewczyna zrobiła schabowego wielkiego na cały talerz. A wystarczyłby jeden obiad, bo przecież…

PRZEZ ŻOŁĄDEK DO SERCA

I coś w tym jest: ty robisz jedzenie, na które poświęcasz czas, on jest szczęśliwy i zadowolony tak bardzo, że nawet – w niektórych przypadkach! – pozmywa naczynia i opuści deskę.  Mówię wam, połowa rozwodów jest z tego powodu, że ona albo nie gotuje w ogóle, albo ciągle przypala ziemniaki i podaje na wpół surowe mięso, które jest bardziej żylaste, niż zasuszony staruszek, który codziennie rano siedzi na ławce przed moim blokiem. I pomyślcie tylko – wystarczy niektórym kobietom przełamać tą dziwną dumę, zdjąć na chwilę ołówkową spódnicę i koszulę, odłożyć netbooka, założyć fartuch i.. do garów.
Z naturą nie ma co się sprzeczać.