Oglądam telewizję, a tam politycy przy śniadanku kłócą się o Euro; włączam radio, a tam redaktor zastanawia się jak to będzie – na Euro, oczywiście; kupuję gazetę, a tam na pierwszej stronie Euro, na drugiej stronie Euro, wszędzie Euro. Nawet ta pani topless, co jest na ostatniej stronie, też jest cała Euro. Otwieram lodówkę, a na puszce od coli jest Euro, na jogurcie Euro i nawet szynka to już taka jakaś bardziej Euro niż normalna. Boję się zajrzeć pod łóżko, bo obawiam się, że mój kot spod niego wyskoczy, pomalowany na czerwono-biały kolor, miaucząc naszą euro-piosenkę. A ja zaczynam czuć wzbierające się euro-wymioty, bo chyba za dużo tego Euro wokół mnie.

WIECIE, ŻE JEST EURO?!

Dla wszystkich, którzy przez ostatnie pół roku chowali się w piwnicy albo śledzili Cejrowskiego w jakiejś gęstej dżungli: to serio już niedługo. Dlatego też flagi na samochodach zamontowane, stare narzuty z Tyskie, które przeżyły Mundial 2006 – wywieszone, wzrost sprzedaży chipsów i orzeszków zaobserwowany, promocje na sześciopaki rozpoczęte. Wszyscy przygotowują się do wydarzenia, które wreszcie zwróci – chociaż na chwilę – światło zagranicznych reflektorów w polską stronę.

EURO PRZESADA

Obecność biało-czerwonych kolorów i napisów EURO wszędzie, gdzie tylko się da, sprawia, że zaczynam się zastanawiać, czy czasami moje widzenie nie przestawiło się tylko na dwa kolory – barwy naszej flagi. Są biało-czerwone M&Msy, biało-czerwone kapelusze, czapki, koszulki, szalki, narzutki,  biustonosze i nie zdziwiłabym się, gdyby producenci zarzucili nas też biało-czerwonym papierem toaletowym. Wszystko po to, by wspierać naszych. I przy okazji poinformować cały świat, że mamy Euro.  U nas. W Polsce. A tak w ogóle wiecie, że w tym miesiącu Euro?


JEST DUŻO PLUSÓW

Nawet przeciwnicy tej imprezy muszą przyznać, że dzięki temu coś tu w naszym kraju ruszyło. Trochę dróg wybudowanych, nowe stadiony, główne ulice większych miast zamiecione, a znaki drogowe wypolerowane – to faktycznie można zaliczyć, jako niezaprzeczalne zalety tego, że Polska jest gospodarzem tegorocznych Mistrzostw Europy. Co więcej – rzecz niesłychana – politycy ogłosili rozejm na czas trwania Euro i zapowiedzieli unikanie kłótni między sobą.
Trochę im się to nie udało, ponieważ dzień po tej obietnicy oglądając jeden z programów politycznych pewnej komercyjnej stacji na literkę T, zauważyłam, że znów przerywają sobie w pół zdania i raczą się niewybrednymi złośliwościami, ale cóż – lepszy rydz niż nic. 

BRYTYJCZYCY NAM ZAZDROSZCZĄ

W zemście za to, że transmisje Euro przerwą tradycyjną angielską herbatkę o siedemnastej, dziennikarze BBC postanowili zmontować materiał, pokazujący tylko złe strony polskich kibiców i zapewniających, że wyjazd w nasze strony grozi powrotem w trumnie.
Owszem, nie można zaprzeczyć, że kibole u nas są, pałki też mają – i co gorsza: orientują się, jak je użyć – ale czy serio rząd polski pozwoliłby sobie wpuścić takich fanatyków na stadion lub nie zapewnić należytej ochrony w czasie meczy? Jakkolwiek fanką polityki ani żadnego z ugrupowań nie jestem, tak przestrogi dziennikarzyny, że w Polsce jest tak niebezpiecznie, są absurdalne.  I proszę mnie poprawić jeśli się mylę, ale to chyba nie u nas doszło do zamieszek młodzieży z policją w tamtym roku, tylko – o ironio! – w Londynie.

A MORAŁ JEST TAKI…
że teraz każdy z nas powinien wydrukować tekst Jarzębiny, zakupić wszystkie smaków Laysów z edycji limitowanej (specjalnie na Euro), znaleźć wygodne miejsce na kanapie, założyć śmieszny, biało-czerwony kapelusz z Biedronki  i.. kibicować.  Może tym razem się uda.

Przeczytaj także:

  • ewela

    Rzygam tęczą.
    Mam dość tego euro.
    Przestałam przeglądać ulotki gazet bo wszędzie jest euro w telewizji euro, w internecie euro, a i tak przecież przegramy więc na cholere ten cały szum? :f 😀

  • co do papieru toaletowego to nie widziałam, ale przyznam szczerze, że odkryłam ostatnio w kuchni ręczniki papierowe z historią mistrzostw Europy na każdym „listku”.
    drogi drogami, pytanie czy skoro tak szybko je budowali to czy wytrzymają dłużej niż czas trwania Euro? ;P Jakoś mam wątpliwości…
    widziałam ten reportaż ANglików o „przestępczości” na stadionach. Tak mamy kiboli, ale przecież nie każdy kibic to kibol, po za tym tak starsznie narzekali tam, żeby nie przyjeżdzać do Polski, bo wróci się w trumnie itd, ale cały rok w krakowskich knajpach rozróby robią właśnie „Angole” – więc nie bardzo wiem o co tak naprawdę się rzucają?