Każda z nas je ma. Są jak małe, wredne stworki, które nie wiadomo dokładnie kiedy wkradają nam się do głowy, i sprawiają, że stojąc przed lustrem chlipiemy jak bobry i co chwila pociągamy nosem.  Powodują, że zawsze coś nam będzie w nas nie pasować – bo jest za grube, za chude, za krzywe, albo zbyt piegowate.  Zaskakujące, że nawet gwiazdy, na których perfekcyjną urodę pracuje sztab stylistów je odczuwają – zresztą, może to i dobrze – czemu tylko my mamy mieć kompleksy? 

SKĄD ONE SIĘ BIORĄ?

Kobiety mają to do siebie, że obserwują. Koleżanki, gwiazdy, przyjaciółki, dziewczynę z sąsiedniej klatki, której nienawidzą – i dokładnie analizują jej ubiór czy wygląd. To sprawia, że widząc coś ładnego u innej, zwracają większą uwagę na swoje niedoskonałości. I nieważne, że większość kompleksów bazuje na wybujałej wyobraźni właścicielki – to właśnie ona ma za duży nos, za małe usta i jest za gruba w kolanach.

KOMPLEKS NUMER JEDEN: ZA GRUBA

W dobie modelek – szkieletów, aktorek z anoreksją i Rihanny, o której ciągle pisze się, że schudła, trudno się wyzbyć wrażenia, że jest się za grubym w stosunku do otaczającego świata.  Kobiety więc pędzą niczym Bolt na bieżni do swych ukochanych i skwapliwie wypytują, czy czasami nie mają za dużo ciałka. Jeśli chłopak odpowie, że owszem – już może pożegnać się życiem. Jeśli zaś stwierdzi, że jego dziewczyna jest chuda – jeszcze gorzej, bo pytająca wywęszy w tym podstęp – on na pewno zaprzecza, żeby mi nie było przykro! W każdym razie, wszystko i tak się skończy płaczem i jedzeniem o jedenastej wieczorem dużej tabliczki czekolady, którą kobieta spożyje, by uleczyć swoje złamane serce.

KOMPLEKS NUMER DWA: ZA MAŁO WYPUKŁA

Pamela Anderson już dawno pokazała, że im więcej, tym fajniej podskakuje, jak biegniesz z deską do pływania. Dlatego też wiele przedstawicielek płci pięknej skwapliwie wsmarowuje kremy, które mają je powiększyć, ćwiczy według instrukcji z Shape’a, albo namiętnie wypycha i tak już duży push-up skarpetkami. Zabawną rzeczą jest to, że te jednostki, które mają w biuście więcej, chciałyby mieć mniej.. i jak tu zadowolić kobietę?

KOMPLEKS NUMER TRZY: JESTEM BRZYDKA

Czytaj: porównuję się do wszystkich sfotoszopowanych modelek, po czym stwierdzam, że na miasto wychodzić powinnam tylko w worku na głowie.  Zastanawiam się, co jest z nami, kobietami nie tak? Wszystkie wiemy, że te zdjęcia z magazynów, to efekt pracy makijażystki, fryzjerki, fotografa i grafika, a mimo to, porównujemy takie wypindrzone i dokładnie opracowane zdjęcia do siebie. Jednak kogo to obchodzi – każdy powód jest dobry, by pochlipać sobie w ramionach faceta, który zapewnia, że nawet z makijażem na pandę jesteście najpiękniejsze na świecie.

BYŁO, JEST I BĘDZIE

Kompleksy i kobiety to związek nierozerwalny, i nie sądzę, by coś w tej kwestii uległo znacznej zmianie. Płeć piękna – każda z nas, chociaż w małym stopniu – ma skłonności do perfekcjonizmu, więc zawsze coś będzie nie tak, jak powinno być. A może po prostu teoria facetów jest prawdziwa – kochamy robić dziurę w całym. I to wielką. Ale przynajmniej mamy pretekst do zjedzenia całego opakowania lodów w nocy, tylko po to, by poprawić sobie humor i nikt nam tego nie zabroni.

Przeczytaj także:

  • To jedna z najdziwniejszych kobiecych cech. Jakby urodziły się naznaczone piętnem – poczuciem, pewnością, swego rodzaju misją, że muszą być piękne, że muszą się podobać. Jakby bez tego nie były wartościowe.

    • mh

      I przez to piętno chcą być perfekcyjne aż do bólu, co czasami może się źle skończyć.