W życiu każdego człowieka nadchodzi czas, kiedy wreszcie jest gotowy, by zmierzyć się z nowym, trudnym zadaniem. Czas, kiedy jest w stanie wreszcie sprawdzić swoją gotowość do funkcjonowania w dorosłym świecie, pełnym okrucieństwa, wrednych starszych pań w autobusie i chleba za trzy złote. To chwila, w której słyszy od rodziców pamiętne słowa: weź idź kup szczypiorek w warzywniaku na dole.
Razem z tym wielkim krokiem w dorosłość pojawia się w naszym życiu nowa postać – pani za ladą.

Ekspedientek na świecie jest dużo. Są małe, są duże, są wysuszone z chudości i takie, które ledwo mieszczą się na krzesełku przy kasie. Rude, blond, brązowe, czarne, z odrostami i zadbane, stare i młode.  Jednak to nie wygląd jest kryterium oceny pani za ladą, ale zachowanie, które będzie świadczyć o tym, czy mamy do czynienia z wrednym, opryskliwym babskiem czy panią Jadzią z papierniczego.

MOGĘ BYĆ DŁUŻNA GROSIKA?

Typ, który znajduje się na przynajmniej jednej kasie w każdym supermarkecie. Najpierw zawzięcie liczy kwotę, a następnie zawsze, nie zależnie od tego, czy to rzeczywiście wynika z rachunku, zadaje sakramentalne pytanie: czy mogę być dłużna grosika? Robi tak za każdym razem, gdy kupujemy coś w tym sklepie. Pewne spiskowe teorie utrzymują, że wszystkie ekspedientki reprezentujące ten typ zachowania, należą do tajnej sekty, zbierającej grosiki. Na co? Tego jeszcze nie wiadomo, ale jeśli już uzbierają tyle, ile chcą, to zamach na WTC może się schować.

OJEJ, ZEPSUŁA SIĘ KASA

Prawdopodobieństwo, że traficie na ten typ ekspedientki jest proporcjonalne do tego, jak bardzo się spieszycie.  Kolejka idzie sprawnie, wszystko przebiega płynnie, dopóki nie nadchodzi twoja kolej do kasowania. Wtedy, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, dzieją się dziwne rzeczy: maszyna zżera paragon, który przed chwilą wydała, wybucha, albo co gorsza, kończy się taśma. Wtedy pani za ladą chaotycznie i w panice naciska magiczny guziczek, jakby się waliło i paliło, na którego dźwięk przybiegają kolejne dwie ekspedientki. Wspólnymi siłami próbują zamontować taśmę w kasie, aż wreszcie trzeba zawołać ochroniarza, który jednym uderzeniem ręki doprowadza maszynę do porządku – jednak co z tego, skoro autobus, na który się spieszyłeś, właśnie odjechał?

WOLNIEJ JUŻ NIE POTRAFIĘ

Ta pani nie śpieszy się nigdzie, i nie rozumie, dlaczego klienci się tak strasznie bulwersują – przecież na skasowanie produktów ma cały dzień pracy, a więc osiem godzin! Bardzo flegmatycznie podsuwa pod czytnik kolejne zakupy, jednocześnie myśląc wtedy o niebieskich migdałach. Pewne jednostki tego typu mają też głuchotę jako wadę wrodzoną – nie słyszą narzekań klientów i ich litanii brzydkich słów, które ci mamroczą pod nosem.

TO DLA CIEBIE ZASZCZYT, ŻE MOGĘ CIĘ OBSŁUŻYĆ

Wiecznie zmęczona życiem oraz swoją pracą. Gdyby mogła, to byłaby na pewno szefem jakiejś wielkiej korporacji z biedronką jako logo, ale jest tak wspaniałomyślna, że woli robić na kasie. Zawsze ma minę udręczonej życiem księżniczki, która po skasowaniu produktów rzuca je byle jak z powrotem na ladę. 
Nie poda ci reklamówki, bo akurat jej się skończyły. Nie nabije chleba, bo nie pamięta kodu, a Zosia jest teraz na magazynie. (Tak na marginesie: w każdym sklepie jest jakaś Zosia, która wszystko wie, zna wszystkie kody, wie gdzie jest marchewka na dziale warzywnym i zawsze, ale to zawsze siedzi na magazynie  – co tam robi? Tego jeszcze nikt nie odkrył.)

GADUŁA

Zawsze ma czas na ploteczki z koleżanką z sąsiedniej kasy.  Rozmawia o tematach czysto filozoficznych: o tym, że jej dziecko właśnie dostało jedynkę – wszystko przez nieodpowiednią wychowawczynię! – jaki kod jest na bułki z makiem i że gdyby mogła, to by powiedziała szefowi, co o nim sądzi, ale woli mieć jeszcze możliwość korzystania z promocji dla pracowników sklepu, więc sobie odpuści. Stojący w kolejce mają szansę poznać jej całą historię życiową, która zazwyczaj ogranicza się do posiadania psa, który brudzi podłogi i dziecka lub dzieci, które mają wredną wychowawczynię, robiącą zebrania wtedy, kiedy ekspedientce akurat nie pasuje.  Czasami trzeba jej przypominać, żeby coś skasowała, bo jest tak zagadana z koleżankami, że zapomina o klientach. Wskazówka dla potencjalnych przyszłych złodziei: taki typ jest najlepszy, żeby wreszcie ukraść gumę kulkę.

SĄ WYJĄTKI

Oczywiście, czasami zdarzają się też miłe panie ekspedientki, które obsługują z szybkością światła, są zawsze uśmiechnięte, i gdy się je poprosi, to sprzedają piwo nieletnim. Jak taką znajdziecie, to proszę, dajcie mi znać.

Przeczytaj także:

  • Pamiętasz tę sikse z Almy?

  • Ooo, też pisałam o paniach zza lady!
    W moim poście nazwane zostały grubiańsko SKLEPOWYMI BABAMI. W mojej osiedlowej Żabce królują wredne france, których codzienne poczynania są materiałem nie na jeden wpis, ale na całego bloga! Tyle, że na pisanie bloga o rudej zołzie i jej platynowej koleżaneczce nie starczyłoby mi najpierw nerwów, a potem czasu, niestety.

    Świat jakoś to przetrzyma, mam nadzieję! 😀

  • Anonymous

    Ja pracuje w sklepie na wakacje. Zawsze staram się być uśmiechnięta chociaż padam na twarz i najchętniej rzuciłabym się na podłogę,zwinęła w kłębek i poszła spać. Jest wiele osób,które przychodzą podjadają produkty,zastanawiają się tysiąc lat,wypytają o wszystkie ceny,których nie ma po czym..nie biorą nic. Są nie mili, robią zniecierpliwioną minę i z wyciągniętą ręką podają mi produkt,gdy nawet nie czekają kilku sekund. Jednak są też tacy klienci ,którzy są naprawdę mili,rozumieją kiedy skończy mi się taśma i ja głupia nie nauczyłam się jej zmienić i biegnę po pomoc.Obiecuję..kiedyś się tego nauczę.
    Z mojej strony zawsze robię wszystko szybko,sprawnie i z uśmiechem. Mam koleżanki,które są trochę zmęczone, trochę smutne,ale nie są takie jak piszesz. Są jak zwykli śmiertelnicy,którzy przychodzą na zakupy. 😉 Nie da się znać wszystkich kodów-a uwierz mi jest ich naaprawdę dużo. 😉
    Wiem,że ten wpis jest pół żartem pół serio,ale musiałam dołożyć swoje….3 grosze;))

    Asia