Są wszędzie, mnożąc się jak szarańcza: spacerują po mieście, dodają pięćset postów naraz na fejsie, rżą jak konie z żartów bardziej suchych niż pustynia Gobi i zawsze stoją akurat przede mną w jednym z supermarketów z owadem na logo. Sprawiają, że krew gotuje się we mnie do temperatur większych niż polski asfalt w czasie lata i powodują, że myśli o całkowitym zniszczeniu świata wywołują u mnie dziwne podniecenie. Oto lista ludzi, którzy mnie wkurzają.

UPIERDLIWI FEJSBUKOWICZE

Posiadają tylko jedno życie – wirtualne. Lubią dosłownie wszystko, co się da, poczynając od swoich (nawiasem mówiąc, przerażająco dziwnych) zdjęć, poprzez posty ze świeczkami dla kogoś, kto właśnie zmarł w wypadku i kończąc na dziwnych fanpage’ach ze zdjęciami koni o podtekście erotycznym.  Szlag człowieka trafia, kiedy wchodzę zmęczona po ciężkim dniu pragnąć poczytać ploty na fejsie, a tu cała tablica pozasrywana kiepsko przerobionymi w Photoshopie zdjęciami, durnymi ankietami z pytaniami filozoficznymi prawie jak książki Coelho (Co dziś jadłeś na obiad? Czy masz w nosie dwie dziurki? Ile centymetrów ma twoje ucho?) i informacjami, że pan lub pani X ZNOWU (po raz tysiąc pięćdziesiąty w ciągu tych dwóch miesięcy) jest lub nie jest w związku, a zaraz pod postem komentarzami kolejnych pokemonów, gimbusów i ludzi bez normalnego życia z gratulacjami i fałszywymi życzeniami powodzenia. Co jest z Wami nie tak? Sama uprawiam aktywny facebooking, ale żeby spamować swoim życiem innych tak bardzo, że nawet ograniczenie pokazywania postów nie pomaga… mój Boże, idziecie do odstrzału.

WIEM WSZYSTKO O WSZYSTKIM


Osoby, które najchętniej palnęłabym w twarz, najlepiej krzesłem, albo czymś cięższym i koniecznie metalowym. Tłumaczysz takiemu, podając racjonalne argumenty, a ten dalej swoje. Kiedy mówisz mu, że nie ma racji, odpowiada ci, że nie potrafisz zaakceptować czyjegoś zdania. Co więcej, orientuje się we wszystkich dziwnych rzeczach, takich jak ceny biletów lotniczych z Kongo na Majorkę, ilości świnek morskich przemycanych przez granicę w Libii czy kolorach majtek Lady Gagi w czasie jej występów w mięsnej sukience, ale nie jest pewien, kto jest aktualnym prezydentem Polski. No nic innego, tylko przywiązać do gałęzi, wysłać priorytetem do jakiegoś plemiona gdzieś daleko w lasach, w których żyją owady większe od mojej nogi i czekać, aż go upieką na ruszcie.

ZASYPIĘ CIĘ EMOTIKONAMI

Bogu dzięki, ale z moich obserwacji wynika, że tego typu ludzi jest coraz mniej. Nie sposób z takim pogadać, bo na twoje dwa słowa odpowiada pięćdziesięcioma różnymi emotkami o zupełnie różnym znaczeniu emocjonalnym. Dodaje je wszędzie: do postów, pod zdjęciami, komentarzami, wpisami na blogu, opisami na gadu. Niektórzy z nich potrafią je nawet wprowadzić do realnego życia, z miną głupiego pawiana odpowiadając na pytanie o godzinę: „Piętnasta trzydzieści, iks de!”. A wsadź sobie ten dwukropek de w… no.

WYKUPMY CAŁY SKLEP!

Prawie zawsze stoją przede mną w kolejce, gdy się śpieszę. W aptekach najczęściej to babcie, które wykupują połowę artykułów wyłożonych na półkach, a w marketach – szczęśliwe rodzinki z jednym lub dwoma potworami do lat dziesięciu, wiercącymi się jak pchły na starym kocie.
Kupują, kupują, kupują.. i kupują, a jak już kupią, to najczęściej przypomina im się, że muszą kupić coś jeszcze, albo poprosić o fakturę vat. Na moje znaczące pochrząkiwania i mruknięcia, które świadczą o tym, że wybitnie mi się gdzieś śpieszy, reagują oburzonym spojrzeniem – bo przecież to tylko trzy minutki! Nieważne, że ja mam do kupienia jedną rzecz, a oni pięćdziesiąt. Babcie bez jakiegokolwiek współczucia wykupują w najlepsze wszystkie lekarstwa, poczynając od tych na kaszel, poprzez te na grzybicę stóp, a kończąc na viagrze, która nie jest im do niczego potrzebna, ale jest akurat w promocji. Podobna rzecz tyczy się koszmarnych rodzinek, kupujących żywność na pięć kolejnych lat. Bo przecież przepuszczenie osoby, która ma do kupienia tylko puszkę Pepsi, to taki wielki problem, nie?

Przeczytaj także: